Hunter S. Thomson o poszukiwaniu swojego celu (list do przyjaciela)

29 sierpnia 2016   

Hunter S. Thomson o poszukiwaniu swojego celu (list do przyjaciela)

Tym razem będzie trochę nietypowo. Zamiast swoich przemyśleń, zdecydowałem się zamieścić moje tłumaczenie listu Huntera Thomsona do swojego przyjaciela. Polecam każdemu, jako lekturę obowiązkową. Choć tekst ma już swoje lata, trudno wyobrazić sobie, aby przestał być aktualny.

Co czyni tę wypowiedź jeszcze bardziej dogłębną, to fakt, że w tamtym czasie Thomson miał 22-lata i nie był jeszcze jednym z ważniejszych pisarzy dwudziestego wieku. Jego przekonania na temat celu – były w tamtym czasie czysto hipotetyczne – a jednak poprowadziły go, do jakby nie było – całkiem spełnionego życia.

Na koniec drobna nota od tłumacza, czyli ode mnie. Nie umiem tłumaczyć, a mój angielski jest taki sobie. Tekst mógł stracić trochę swoich walorów, jednak mam nadzieję, że w miarę wiernie odda sens tego, o czym pisał autor. Wersję oryginalną można przeczytać tutaj. Smacznego!

Hunter S. Thomson: porada na temat życiowego celu – list do przyjaciela

April 22, 1958
57 Perry Street
New York City

Drogi Hume,

Pytasz o poradę: ach, jakże to bardzo ludzka i bardzo niebezpieczna rzecz! Dawanie porady człowiekowi, który pyta co robić ze swoim życiem – sugeruje stan bardzo bliski ego-manii. Ośmielić się wskazywać człowiekowi właściwy i ostateczny cel — wskazywać drżącym palcem WŁAŚCIWY kierunek, jest czymś, czego podjąłby się tylko głupiec.

Nie jestem głupcem, ale szanuję Twoją szczerość w pytaniu mnie o poradę. Poproszę Cię jednak, kiedy będziesz słuchał tego co mam do powiedzenia, abyś pamiętał, że każda porada to tylko twór człowieka, który ją daje. Co jest dla jednego prawdą, dla drugiego może być katastrofą. Nie patrzę na życie Twoimi oczami, ani Ty nie patrzysz moimi. Jeśli więc próbowałbym dać Ci zbyt konkretną poradę, byłoby to jakby ślepiec prowadził ślepca.

“Być albo nie być – oto jest pytanie. Kto postępuje godniej: ten, kto biernie stoi pod gradem zajadłych strzał losu, czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść …” (Shakespeare)

I faktycznie, to JEST pytanie: dryfować z prądem, czy też płynąć do celu. Jest to wybór, który świadomie lub nie – wszyscy musimy w pewnym momencie życia podjąć. Tak niewielu ludzi to rozumie! Pomyśl o jakiejkolwiek decyzji podjętej kiedyś, takiej która miała wpływ na Twoją przyszłość: mogę się mylić, ale nie widzę aby to mogło być cokolwiek innego, niż wybór (oczywiście nie bezpośredni) – pomiędzy tymi dwiema wspomnianymi rzeczami: dryfowaniem lub płynięciem.

Tylko czemu by nie dryfować, skoro nie ma się celu? Oto kolejne pytanie. Jest niekwestionowanie lepiej cieszyć się dryfowaniem, niż płynąć w nieznane. Jak więc człowiek może znaleźć cel? Nie jakiś tam zamek w chmurach, lecz prawdziwą, namacalną rzecz. Jak człowiek może być pewien, że nie podąża za wyimaginowanym rajem, cudownym słodko-cukierkowym celem, który ma niewiele smaku i żadnej treści?

Odpowiedzią — oraz w pewnym sensie, tragedią życia — jest to, że dążymy do zrozumienia celu, a nie człowieka. Konstruujemy cel, który wymaga od nas pewnych rzeczy: i my te rzeczy robimy. Dostosowujemy się do tych wymagań, wymagań konceptu, który NIE MOŻE być właściwy. Kiedy byłeś młody, powiedzmy, że chciałeś być strażakiem. Czuję się stosunkowo bezpiecznie mówiąc, że nie chcesz już być strażakiem. Dlaczego? Ponieważ Twoja perspektywa uległa zmianie. To nie strażak się zmienił, to Ty. Każdy człowiek jest sumą swoich reakcji na doświadczenia. Tak jak zmienia się i mnoży Twoje doświadczenie, tak Ty stajesz się innym człowiekiem, a co za tym idzie – zmienia się Twoja perspektywa.To trwa i trwa. Każda reakcja jest procesem nauki; każde znaczące doświadczenie zmienia Twoją percepcję.

Więc czy nie byłoby to trochę głupie – dostosowywać naszych żyć do wymagań celu, który każdego dnia postrzegamy z innej perspektywy? Jak moglibyśmy w takim wypadku kiedykolwiek liczyć na osiągnięcie czegoś innego, niż postępująca neuroza?

Odpowiedź zatem, nie może w żadnym wypadku tyczyć się celów, nie konkretnych celów, w każdym razie. Wyczerpanie tego tematu wymagałoby ton papieru. Bóg jeden wie, jak wiele książek zostało napisanych na temat “znaczenia człowieka” i tym podobnych oraz Bóg jeden wie, jak wielu ludzi rozważało ten temat. (Użyłem określenia “Bóg jeden wie” tylko jako wyrażenie). Nie ma zbyt wiele sensu w tym, abym próbował Ci przekazać to w pigułce, ponieważ jako pierwszy przyznam się do swojego braku kwalifikacji w redukowaniu sensu życia do dwóch paragrafów.

Zamierzam unikać słowa “egzystencjalizm”, ale możesz mieć je na uwadze jako pewnego rodzaju klucz. Możesz też spróbować czegoś zwanego “Byt i Nicość” autorstwa Jean-Paul Sartre oraz innej drobnej rzeczy zwanej “Egzystencjalizm: od Dostojewskiego do Sartre”. To jedynie sugestie. Jeśli jesteś zadowolony z tego kim jesteś i co robisz, to omijaj te książki z daleka. (Nie wywołuj wilka z lasu). Jednak wracając do odpowiedzi. Jak już powiedziałem, pokładanie naszej wiary w namacalne cele, wydaje się, w najlepszym wypadku, niemądre. Tak więc nie starajmy się być strażakami, nie starajmy się być bankierami, ani policjantami, ani lekarzami. STARAJMY SIĘ BYĆ SOBĄ.

Ale nie zrozum mnie źle. Nie mam na myśli tego, że nie możemy być strażakami, bankierami czy lekarzami – mam na myśli to, że musimy bardziej dostosowywać cel do jednostki, niż jednostkę dostosowywać do celu. W każdym człowieku, dziedzictwo i otoczenie uległy połączeniu aby wytworzyć istotę o konkretnych zdolnościach i pragnieniach, włączając w to głęboko zakorzenioną potrzebę funkcjonowania w taki sposób, aby jego życie miało ZNACZENIE. Człowiek musi BYĆ czymś; musi coś znaczyć.

Tak jak ja to rozumiem, to ta recepta idzie jakoś tak: człowiek musi wybrać ścieżkę, która pozwoli jego ZDOLNOŚCIOM funkcjonować z maksymalną wydajnością celem zaspokojenia jego PRAGNIEŃ. Robiąc to, spełnia on swoje potrzeby (daje sobie tożsamość, funkcjonując wedle ustalonego wzoru w kierunku ustalonego celu), unika frustracji niewykorzystywania potencjału (wybierając ścieżkę, która nie nakłada ograniczeń na jego samo-rozwój) oraz unika terroru postrzegania jak jego cel marnieje lub traci swój urok w trakcie zbliżania się do niego (zamiast naginać się do wymagań tego co poszukuje, nagina cel aby dostosował się do jego własnych zdolności i pragnień).

Mówiąc w skrócie: człowiek nie powinien poświęcać swojego życia aby osiągnąć początkowo zdefiniowany cel – powinien wybrać sposób życia, który WIE że będzie go cieszył. Cel jest tutaj absolutnie drugorzędny: to funkcjonowanie (dążenie) w kierunku celu jest istotne. I jest absolutnie niedorzecznym twierdzić, że człowiek MUSI funkcjonować w strukturze własnego wyboru; pozwalanie innemu człowiekowi na definiowanie Twojego celu jest oddaniem najbardziej znaczącego aspektu swojego życia — ostatecznego aktu woli, który czyni człowieka indywidualną jednostką.
Załóżmy, że wydaje Ci się, że masz wybór spośród ośmiu ścieżek, którymi możesz podążać (wszystkie to oczywiście predefiniowane ścieżki). I załóżmy, że nie dostrzegasz sensu w żadnej z tych ośmiu ścieżek. WTEDY – i tu jest sedno tego wszystkiego, co powiedziałem – MUSISZ ZNALEŹĆ ŚCIEŻKĘ DZIEWIĄTĄ.

Oczywiście, to nie jest tak łatwe jak to brzmi. Wiodłeś relatywnie wąskie życie, bardziej pionową, niż poziomą egzystencję. Więc nie jest zbyt trudno zrozumieć, czemu wydajesz się czuć tak, a nie inaczej. Jednak człowiek, który prokrastynuje w swoich WYBORACH, doświadczy nieuchronnie, że jego wybory zostaną podjęte przez okoliczności.

Jeśli więc zaliczasz się do tych rozczarowanych, wtedy nie masz innego wyboru jak tylko zaakceptować rzeczy takimi jakie są lub na poważnie poszukać czegoś innego. Bądź jednak ostrożny w poszukiwaniu celu: szukaj sposobu życia. Zdecyduj jak chcesz żyć i wtedy zastanów się, co możesz zrobić, aby zarobić na życie W RAMACH tego sposobu życia. Możesz powiedzieć, “ale ja nie wiem gdzie patrzeć; nie wiem czego szukać”.

I tu jest to sedno. Czy warto poświęcać to co się już ma, by szukać czegoś lepszego? Nie wiem — a warto? Kto może podjąć tę decyzję, jeśli nie Ty? Jednak nawet PODEJMUJĄC DECYZJĘ BY SZUKAĆ, przejdziesz długą drogę w kierunku dokonywania wyboru.

Jeśli się teraz nie zatrzymam, odkryję nagle, że piszę książkę. Mam nadzieję, że to wszystko nie jest tak poplątane jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Miej na uwadze oczywiście, że to jest MÓJ SPOSÓB patrzenia na sprawy. Wydaje mi się, że jest on ogólnie aplikowalny, ale Tobie nie musi. Każdy z nas musi stworzyć swoje własne credo — tak się zdarzyło, że to jest moje.

Jeśli wydaje Ci się, że jakikolwiek powyższy fragment nie ma sensu, proszę zwróć mi na to uwagę. Nie zamierzam wysyłać Cię “na misję” celem poszukiwania Valhalli, ja ledwie wskazuję, że nie jest koniecznym akceptować wybory jakich dostarczyło Ci życie, które znasz. Jest ich znacznie więcej, niż się wydaje — nikt NIE MUSI do końca życia robić czegoś, czego nie chce robić. Ale znowu, jeśli tak właśnie skończysz, przekonuj się wszelkimi środkami, że MUSIAŁEŚ to robić. Będziesz miał wielu towarzyszy niedoli.

I to by było na tyle. Do usłyszenia,
Twój przyjaciel,
Hunter

3 myśli na temat “Hunter S. Thomson o poszukiwaniu swojego celu (list do przyjaciela)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *