Zarobki lekarzy: leczenie przez wyzysk taniej siły roboczej?

13 czerwca 2016   

Zarobki lekarzy: leczenie przez wyzysk taniej siły roboczej?

Dzięki sile iluzji, Polska to piękny kraj. Nie warto skupiać się na otaczającej nas rzeczywistości, bo to jak patrzenie w słońce – może rozboleć głowa, zepsuć się wzrok. Dlatego aby tu komfortowo żyć, potrzebne są klapki. Nie takie z Lidla. Takie dla konia. Dzisiaj analizujemy zarobki lekarzy.

Wersja TL;DR

  • wbrew temu co próbują kreować media i politycy – większość lekarzy zarabia słabo
  • system skonstruowany jest w taki sposób, że młodzi lekarze przez wiele lat muszą uprawiać pańszczyznę zanim zrobią specjalizację (4 – 7 lat)
  • brak poparcia społecznego dla strajków – manipulacja poczuciem winy

Aspekt iluzji

Lekarze to burżuje. Utarło się. Iluzję tę kultywują wszyscy. Media, bo to dobry i chwytliwy temat. Politycy, bo im to na rękę (nie trzeba zwiększać budżetu). Społeczeństwo, bo mamy kogo nienawidzić.

Zacznijmy od mediów. Newsweek: Operacja Mamona. “Gazeta” ta kreuje nam obraz lekarza, który leci tylko na kasę, zarabia między 10 a 30 tysięcy miesięcznie na rękę, przeraża statystykami: zarobki lekarzy wzrosły w ciągu ostatnich pięciu lat ponad 100%. Nawet stażyści zarabiają tam dwa razy więcej niż w rzeczywistości. Newsweeku, dlaczego to zrobiłeś?! Odpowiedź nasuwa się jedna: bo to się (o ironio!) dobrze sprzeda, a prawda i tak nie ma znaczenia :-).

Czy to znaczy, że Newsweek kłamie? Proste pytanie, odpowiedź trochę bardziej skomplikowana. Odpowiadając w skrócie – użyłbym innego określenia. Tka iluzję, koloryzuje. Bierze najbardziej skrajne przypadki i przedstawia je jako sytuację całej społeczności medycznej. Uprawia złą, wyrwaną z kontekstu statystykę. Bo np. co z tego, że zarobki wzrosły w przeciągu pięciu lat o 100%, jeśli był to wzrost np. z 2 do 4 tysięcy złotych?

Gdzie tkwi haczyk?

Jednym z głównych problemów w rzetelnym opisaniu poziomu zarobków lekarzy jest fakt, że ich wymiar pracy jest bardzo niestandardowy. Z uwagi na wysokie zapotrzebowanie na ich usługi lekarz ma sporo możliwości tak zwanego “dorabiania” – czy to poza miejscem pracy, czy to w miejscu pracy, w postaci tak zwanych dyżurów. Częstym błędem jest porównywanie zarobków w profesjach gdzie pracuje się typowo 160 godzin w miesiącu do zarobków lekarza, który często pracuje znacznie więcej. Czasem bo może, czasem bo musi, aby nie klepać biedy.

Kolejnym błędem jest przedstawianie zarobków z najbardziej lukratywnych specjalności – takich, gdzie kolejka do specjalisty jest już zaklepana na najbliższe kilka, czasem kilkanaście miesięcy. Oprócz specjalności typowo zdrowotnych, mamy też specjalizacje dużo bardziej komercyjne (?), takie jak: chirurg plastyczny, lekarz sportowy itd. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że to wszystko to zaledwie nikły procent ogólnej listy specjalizacji.

Ostatnim problemem w określeniu ogólnego stanu, jest dość duże zróżnicowanie zarobków nawet w ramach pojedynczej specjalności. Różnice mogą wynosić nawet kilkaset procent w zależności od regionu oraz innych, mniej zrozumiałych dla mnie czynników.

Ile powinien zarabiać lekarz?

Zanim przejdziemy do konkretnych danych, zróbmy prosty eksperyment myślowy. Ile trzeba poświęcić, aby zostać lekarzem oraz na ile zawód lekarza jest ogólnie pożyteczny?

Jeśli chodzi o profesje pozamedyczne, związane z technologiami lub marketingiem, to w większych miastach typowa ścieżka kariery wygląda mniej więcej tak:

5 lat studiów (czasem trzy), staż zawodowy, często na czwartym roku, staż trwa od kilku miesięcy do roku, później zostajesz tzw. juniorem, a po kilku (czasem nawet dwóch) latach tzw. specjalistą. 

W przypadku lekarzy jest trochę trudniej:

Sześć lat studiów, następnie, dopiero po studiach 13 – 14 miesięcy stażu. Po stażu zaczynasz specjalizację, która trwa od 4 do 7 lat (dodatkowo, niektóre specjalizacje można robić dopiero po ukończeniu innej specjalizacji). Czym jest specjalizacja? Upraszczając, lekarz bez specjalizacji to taki junior w innych branżach.

Tutaj objawia się pierwsza niesprawiedliwość. Jak powszechnie wiadomo, juniorzy są „tani”. Trochę nie mają wyjścia, trochę to zrozumiałe, bo dopiero się uczą. Jednak w normalnych firmach pensje są aktualizowane co roku na podstawie indywidualnych wyników. Jeśli jesteś zdolny i pracowity, to szybko dostaniesz znaczącą podwyżkę, widełki są dość szerokie, masz też stosunkowo dużą możliwość zmiany firmy.

W państwowych szpitalach jest inaczej. Jeśli nie masz specjalizacji, to nie masz specjalizacji, podwyżki są symboliczne niezależnie od twoich wyników. Co więcej, mamy tu sytuację monopolu państwowego, gdyż często wybraną przez siebie specjalizację możesz zrobić tylko w jednym miejscu, ogólnie miejsc na specjalizację jest mało, nie wszyscy się dostają. Jako młody lekarz nie posiadasz praktycznie żadnej karty przetargowej.

Jeśli chodzi o pożyteczność zawodu lekarza (realna wartość wykonywanej pracy), to chyba nie trzeba wiele pisać. W każdym społeczeństwie, nie tylko w Polsce – zawód lekarza to zawód o znaczeniu specjalnym. Pracownicy ochrony zdrowia świadczą usługi, bez których (dosłownie!) nie dałoby się żyć. Świadczenia te mają dla ludzi znaczenie zasadnicze. Jeżeli pan Henryk Zając, który od 20 lat naprawia pralki – z naszą Franią sobie nie poradzi, to być może się trochę zdenerwujemy, ale w perspektywie dłuższego okresu po prostu machniemy na tę pralkę ręką i kupimy nową (oprócz ciebie, Seba – bo twoja stara pierze w rzece).

Nasze zdrowie i życie to rzecz, której kupić lub wymienić się jednak nie da. Dlatego też na pracownikach ochrony zdrowia ciąży szczególna odpowiedzialność, a relacja lekarz: pacjent często jest intymna i wymaga zaufania.

Dlatego w kontekście powyższego, nie wiem jak Wy – ale ja bym chciał aby takie osoby zarabiały dobrze. Chciałbym, aby osoba której powierzam swoje zdrowie – nie była sfrustrowana, przemęczona lub w najgorszym wypadku wypalona zawodowo i obojętna wobec mojego problemu.

Aspekt wizerunku roli społecznej lekarzy (i pielęgniarek)

Tutaj dochodzimy do sedna. Specyfika tego zawodu w połączeniu z socjalistycznym wychowaniem serwowanym nam przez kolejne rządy, spowodowała, że ta “ciążąca szczególna odpowiedzialność” wykorzystywana jest tak przez władzę jak i społeczeństwo do wyzysku pracowników ochrony zdrowia.

Kultywowane jest podejście, że “lekarz ma zasrany obowiązek leczyć pacjentów” niezależnie od wszystkiego: nieważne, czy jest zmęczony, czy mu się to opłaca, czy dostaje za to godziwe wynagrodzenie. Ma ten “zasrany obowiązek”, bo jak argumentują zwolennicy takiego podejścia, nieleczenie jest niemoralne. W końcu chodzi o czyjeś zdrowie.

Wielu lekarzy to ludzie z misją, jednak zapominamy o drobnym fakcie – wszyscy jesteśmy ludźmi.  Dlaczego, jeżeli ty masz prawo rzucić pracę w korpo, domagać się płacy adekwatnej do wartości twojej pracy, to lekarz i pielęgniarka nie mieliby prawa do tego samego? Mimo szczególnej natury pracy w ochronie zdrowia – nie wpadajmy w pułapkę myślenia, że “oni mają obowiązek”. Nie mają. Są takimi samymi obywatelami jak wszyscy inni. Jedyny obowiązek jaki na nich rzeczywiście ciąży, to pomoc w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Ten obowiązek w świetle polskiego prawa de facto ciąży na wszystkich ludziach.

Zasmuca społeczne podejście do protestów w ochronie zdrowia. Dużo więcej facetów wychodziło na ulicę wspierając ruch “dziewuchy dziewuchom”, niż wychodzi ludzi z poza ochrony zdrowia popierających ostatni protest pielęgniarek w CZD. Źle się patrzy na protesty ochrony zdrowia, bo niesie to za sobą ryzyko dla pacjentów.

Z wypowiedzi polityków często padały słowa aby zaprzestać strajku i nie narażać zdrowia pacjentów. Czy to nie jest jednak odwracanie kota ogonem? Kto tak naprawdę to zdrowie naraża? Kto doprowadził do takiej sytuacji in the first place? Moim zdaniem władza, która fatalnie zarządza sytuacją lekarzy i pielęgniarek.

Cytując ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła:

“Została przekroczona, po raz pierwszy w historii polskiej służby zdrowia, pewna świętość. Została przekroczona granica. Pielęgniarki odeszły, tak naprawdę, od łóżek pacjentów, a ci w Centrum Zdrowia Dziecka to wyjątkowi pacjenci. Nie dość, że to są dzieci, które nic nie rozumieją z tej sytuacji, to są to dzieci bardzo chore. Chore na guzy mózgu, chore na białaczki, na choroby wrodzone, ciężkie wady serca i nie bardzo mieści mi się w głowie, że można było coś takiego zrobić“.

Po pierwsze, aż tak źle chyba nie jest

Pielęgniarki tak faktycznie to nie odeszły od łóżek, wypełniły wszystkie procedury związane z przystąpieniem do strajku, powiadomiły rodziców dzieci, a wszyscy wcześniej przyjęci są nadal obsługiwani. ŻYCIE ANI JEDNEGO PACJENTA NIE JEST ZAGROŻONE, wstrzymano jedynie przyjmowanie nowych i wykonywania planowanych zabiegów. I to starcza bo uderza w finanse CZD.

Skoro jednak według Konstantego Radziwiłła sytuacja tych dzieci jest tak bardzo zła, dramatyczna i niecierpiąca zwłoki, to dlaczego sam Pan Minister nie rzuci się do łóżek pacjentów zmieniać im pieluchy? Chociaż na pół dnia! Dochodzi tutaj do ogromnej manipulacji na skalę całego kraju. Manipulacji na najwyższym szczeblu władzy – wykorzystuje się chorobę pacjentów aby oddziaływać na poczucie winy ludzi, którzy zawodowo zajmują się pomocą. Podkreślmy jeszcze raz: zawodowo.

Branie pieniędzy za coś, co robi się dobrze (praca), nie wyklucza robienia tego z pasją. Tylko, że ta pasja szybko się może wypalić, jeśli zderzy się ona ze smutną rzeczywistością wyzysku. A zderza się na co dzień, tak wśród protestujących ostatnio pielęgniarek, jak i lekarzy.

Ogólne warunki pracy w szpitalach

Może jestem nieobiektywny. Moja żona jest młodym lekarzem. Ale też dzięki temu, mam bezpośredni wgląd w sytuację wewnątrz ochrony zdrowia. Sam jestem programistą i z racji tego, że moja branża ma się doskonale, poraża mnie kontrast z jakim spotykam się każdego dnia.

Poniżej przedstawiam zestawienie warunków mojej pracy (programista) oraz mojej żony (lekarz).

Programista Lekarz
Co roku firma płaci 6 tysięcy złotych na szkolenia i konferencje. Przeważnie zagraniczne. Jeśli zgodzi się przygotować i dać wykład na konferencji to jest nikła szansa, że szpital zapłaci za wyjazd do np. Katowic.
W pełni wyposażona kuchnia: chleb, wędliny, sery, jogurty, soki, cola, kawa, słodycze, orzeszki, inne. Brak. Lekarze przynoszą własną kawę.
Co dwa lata nowy sprzęt typu Mac Book Pro, dowolna ilość monitorów, (prawie) nieograniczony dostęp do “sklepiku” z peryferiami wedle potrzeby. Brak. Na oddziale są dwa stare komputery, w zeszłym roku zepsuła się myszka, ale ktoś na szczęście przyniósł swoją prywatną. Nawet długopisy muszą przynosić sami.
Karta parkingowa Parking jest, ale nie zgadniecie. “Klucze na oddział dorabiamy sobie we własnym zakresie” (serio!)
Telefony, sprzęt do video konferencji Kiedy jest konieczność zadzwonić np. do innego szpitala, to trzeba wdzwaniać się przez operatorkę, którą należy przekonać czy ta rozmowa jest na pewno konieczna
Stół bilardowy, piłkarzyki, kanapa z 46” TV, PlayStation Jest wesoło!
Karta Multisport, bilety do kina Jest wesoło i fit.

Mógłbym wymieniać dłużej, ale nie w tym rzecz. W kontekście pomocy ludziom – te wszystkie rzeczy i tak bledną, bo praca lekarza daje duże poczucie spełnienia. Niemniej warunki poza płacowe to ważny czynnik brany pod uwagę w wielu opracowaniach dotyczących poziomu wynagrodzeń za pracę. 

Aktualizacja
Z powodu zamieszczenia powyższej tabeli wiele osób zarzuca mi manipulację na poziomie wspomnianego Newsweeka. Chciałbym sprostować: faktycznie, jest to zestawienie subiektywne – opisuję to z perspektywy pracy mojej oraz pracy mojej żony. Zamieściłem to zestawienie, gdyż było ono pierwotną inspiracją do napisania tego artykułu. Nie wszystkie firmy IT oferują podobne warunki, jednak z doświadczenia swojego oraz znajomych pracujących w innych firmach jestem pewien, że nie tworzę tutaj Science-Fiction (choć całego rynku IT nie badałem i oczywiście, że możliwe są dużo gorsze warunki). Jeśli chodzi o problem porównywania prywatnej jednostki z jednostką publiczną: ma to sens o tyle, że lekarze przeważnie nie robią specjalizacji w jednostkach prywatnych, dla nich to jedyna ścieżka kariery.

 

Aspekt taniej siły roboczej (serio, serio).

Wbrew temu co pisał Newsweek w ogólnej populacji medyków nie jest aż tak różowo. Najbardziej pokrzywdzoną grupą wśród lekarzy są oczywiście lekarze młodzi, dopiero robiący specjalizację. Pamiętajmy, że specjalizacja może ciągnąć się wiele lat, do tego należy doliczyć kilkunasto – miesięczny staż, który opłacany jest gorzej niż praca na kasie w Tesco.

W pierwszej kolejności postanowiłem zerknąć do rodzimego internetu i znalazłem badania firmy Sedlak & Sedlak z portalu wynagrodzenia.pl.

Nie będę podawał średniej, gdyż średnia to dziwny twór, który bardziej zamydla niż klaruje sytuację. 

Zarobki rozkładają się następująco:

  • 10% osób zarabia powyżej 7621 brutto
  • 25% osób zarabia powyżej 4427 brutto
  • Mediana 3598 brutto
  • 25% osób zarabia poniżej 2722 brutto
  • 10% osób zarabia poniżej 2087 brutto

Według tych badań 75% lekarzy zarabia poniżej 4427 brutto.

Ciekawe zestawienie przygotowała też Gazeta Prawna.

No dobra, ale czy jest to dużo, czy mało? Według mnie, biorąc pod uwagę ilość nauki/trudu jaką trzeba włożyć w studia, staż i specjalizację, biorąc pod uwagę odpowiedzialność, poziom stresu oraz koniec końców – pożyteczność tego zawodu, uważam, że jest to bardzo mało.

Do tego dołóżmy kolejny czynnik – brakuje coraz większej liczby lekarzy, a Unia Europejska oraz USA kuszą.

Na koniec, odsyłam do porównania na arenie międzynarodowej przygotowanego przez NY Times.

PPP to Parytet Siły Nabywczej, czyli taka zunifikowana jednostka walutowa pozwalająca na dokonywanie porównań międzynarodowych.

crsdoctors

http://economix.blogs.nytimes.com/2009/07/15/how-much-do-doctors-in-other-countries-make/

Życzę owocnych przemyśleń.

PS

The cover picture for this post comes from http://timotei-chan.deviantart.com/. Thank you, Timotei-Chan!

156 myśli na temat “Zarobki lekarzy: leczenie przez wyzysk taniej siły roboczej?”

    1. Dziękuję, zależało mi za rzetelnym podejściu do tematu. Nie cenzuruję komentarzy, jeśli ktoś ma inne dane z chęcią się o nich dowiem. 🙂

      1. Skoro nie cenzurujesz, to ja sobie pozwolę na kontr-komentarz. Rozumiem niezadowolenie lekarzy. Długoletnie studia, duża odpowiedzialność, wyczerpująca praca i poczucie, że robi się coś tak ważnego dla innych. To wszystko zasługuje na wynagrodzenie.
        I tu pojawia się pytanie, kto miałby za to godziwie zapłacić?
        Szanowny autorze, manipulujesz trochę porównując zarobki specjalisty z firmy prywatnej i lekarza z budżetówki. Oczywiście, że bez informatyków ludzkość żyłaby nadal w dobrym zdrowiu, a bez lekarzy nie. Z tym, że firma która płaci specjaliście za jego pracę X zł, zarobi na tym 10X zł i dlatego tyle płaci. A kto zapłaci lekarzowi? Pacjent w ramach swoich skromnych możliwości? Państwo, które generalnie ma gdzieś pojedynczego obywatela? Mimo, że wykonujecie bardzo szlachetną pracę, nie ma realnych możliwości żeby ją godziwie spieniężyć.

        1. @Bron: jak to nie ma realnych możliwości żeby pracę lekarza godziwie spieniężyć? Za swoje zdrowie / życie, każdy jest w stanie zapłacić dokładnie tyle, ile trzeba, a nawet więcej! Proszę spojrzeć na sytuację USA (która mi się nie podoba, ale nadaje się na kontr-argument). Tam się bardzo dobrze spienięża lekarzy. Ludzie muszą zaciągać kredyty hipoteczne na poczet swojego leczenia. Po prostu rynek medyczny w Polsce jest kontrolowany centralnie/odgórnie przez Państwo, ceny są zamrożone (nie całkowicie, ale jednak).
          Plusem jest to, że (wbrew temu co mówią malkontenci) – obywatele mają szeroki dostęp do drogiej opieki medycznej
          Minusem jest to, że odbywa się to kosztem personelu medycznego.

          Zupełnie nie zgadzam się, że lekarz mało zarabia bo nikt mu nie chce zapłacić. Kultywujesz tu trend myślowy, że leczenie się należy jak psu buda, więc lekarz ma bidować, bo ludzi „nie stać”. Czy jest to Twoim zdaniem fair w stosunku do wszystkich?

          1. odwracając- skoro nie każdemu leczenie nalezy sie jak psy buda zatem nie kazdemu kto ma taka fantazje należą się bezplatne studia na państowej uczelni. Bardzo mnie cieszy takie rynkowe podejscie do tematu – wtedy kiedy jest to na rękę lekarzom. Pacjent ma płacic – ok . Lekarzu, zapłać za studia. Ponadto o ile mi wiadomo nie istieje cos takiego jak przymus studiów medycznych – jest mnóstwo innych pięknych zawodow. Staże- w jakiej branzy podczas stażu zarobki sa wysokie?

          2. Słaby argument o darmowych studiach. Przypominam, że w PL wszystkie studia są darmowe. Oczekujesz, że wszyscy powinni zatem wykonywać swoją pracę za darmo?

          3. @okhan Mylnie mnie oceniasz, nie jestem socjalistą. Zgadzam się z podejściem wolnorynkowym. Ceny powinien określać rynek, wszystkie studia powinny być płatne, a zawody nieregulowane. Np. jeśli klient chce iść wyrwać zęba do kowala, to jego pieniądze i jego sprawa, a nie państwa czy korporacji. Wtedy jeśli kogoś byłoby stać na usługi dyplomowanego specjalisty (który przecież wcześniej sam zapłacił za swój dyplom) skorzystałby i zapłacił godziwie, a jeśli nie to poszedłby do tańszego samouka.
            Co do pomysłu odpracowania studiów, w podanych przez ciebie jako przykład Stanach studia są płatne, a programy stypendialne m.in. odpracowuje się przez kilka lat we wskazanych placówkach. Nie ma w tym nic dziwnego, to kwesta podpisanej umowy z tym kto w ciebie inwestuje.
            Nadal uważam, że przeceniasz możliwości rynku. Odkładając na bok bajki o kredytach, ile realnie jest w stanie zapłacić klient indywidualny? Specyfika zawodu lekarza jest taka, że nie możesz iść w obrót i szybko osiągasz pułap zarobków. W Polsce średnio kilkaset zł za godz brutto. Po prostu należy to brać pod uwagę wybierając kierunek studiów.

        2. Skąd więc płace wysokie w USA,Niemczech,Szwecji itp.Jeżeli obywatel chce mieć dobrą opiekę medyczną musi zapłacić,a więc podniesienie składki.Jeżeli nie chce płacić to może zlikwidować zawód lekarza a wprowadzić szkoły FELCZERSKIE jakie były tuż po wojnie,byłem felczerem chociaż jestem lekarzem już przez 50 lat.Proszę nie opowiadać bajek które Pan/Pani napisał wyżej

        3. To prawda. W takim razie pozostaje wyjazd za granice lub pojscie sladem dr Judyma. A kiedy juz ostatni zgasi swiatlo to co wtedy?

      2. Kilka istotnych faktów pan przeoczył. Zapomniał pan wspomnieć, że szkolenia większości lekarzy są opłacane przez przedstawicieli firm farmaceutycznych, którzy nadal odwiedzają lekarzy w gabinetach i na oddziałach udzielając mniejszego lub większego „wsparcia” (mimo art 128 prawa farmaceutycznego nadal dzieje się to w godzinach pracy lekarzy). Zapomniał pan również o tym, że programiści zarabiają wyjątkowo dobrze, a przeciętny pracownik „korpo” (telemarketer, przedstawiciel, sekretarka itp) zarabia już znacznie mniej a benefity (w postaci kart mulisport, darmowych lunchy itp) dotyczą przeze wszystkim kadry kierowniczej. Poza szpitalami i korporacjami jest też inny świat i proszę o tym pamiętać. Zapomniał pan o pracownikach ochrony, sprzedawcach, magazynierach, gdzie pensje są skandalicznie niskie. Poza tym lekarz może „dorobić” bo ma gdzie, a co z np urzędnikiem pocztowym, który pracuje za 2 tysiące brutto na 3/4 etatu i nie może zostać po godzinach, bo nie ma na to zapotrzebowania?
        Odnośnie wykształcenia: w naszym kraju 39 % ludzi ma wyższe wykształcenie ( powyżej średniej europejskiej). Wśród tych osób są tacy, dla których studia były czasem balang i picia ale, proszę mi wierzyć, że poza medycyną są też kierunki, gdzie trzeba ostro zakuwać (m.in. prawo, elektronika, biotechnologia i wiele innych). Czy tacy pracownicy są wykształceni „słabiej”? „mniej” „gorzej”? Nie sądzę. Pop prostu inaczej. Ale wszyscy ludzie z wyższym wykształceniem zasługują na godziwe pensje, czyż nie?
        I na koniec poruszę kwestię przydatności poszczególnych zawodów w społeczeństwie. Bez lekarzy nie moglibyśmy funkcjonować, zgoda. A bez piekarzy? bez policji? bez producentów leków? a jeśli zastrajkują wszyscy serolodzy , skąd lekarze wezmą krew do przetoczenia?
        Życzę butnym i sfrustrowanym lekarzom trochę pokory i empatii

        1. Fajny komentarz. Nie neguję istotnego faktu, że jest sporo zawodów w Polsce, które opłacane są bardzo źle. Jesteśmy tanią siłą roboczą. Artykuł jest po prostu na inny temat. Głównym jego punktem jest to, że w przypadku większości zawodów – wysokość pensji reguluje wolny rynek. W przypadku lekarzy – jeśli chcą się kształcić i robić specjalizację – nie ma wolnego rynku, ponieważ nasze państwo ma praktycznie monopol na specjalizację. I to nie jest tak, że lekarz bez specjalizacji nic nie jest wart. Po prostu mamy sytuację „zamrożenia ścieżki kariery” na 1 rok (staż) + 4 do 7 lat (specjalizacja). To zamrożenie następuje i tak po długich, bo 6-letnich studiach. Frustracja polega na tym, że masz trzydziestkę na karku – a dalej jesteś pod względem zarobków „internem”. Moim zdaniem życzenia takim osobom pokory, to jak policzek w twarz.

  1. Mam styczność ze służbą zdrowia od dzieciństwa, sama studiuję kierunek lekarski. Znam panią doktor, która jest w tych 10% zarabiających powyżej 7 tys. Ale jakim kosztem? Praca 100 (!) godzin w tygodniu: przychodnia, dyżury i jeszcze przyjęcia prywatne. Bo to nie jest prawda, że bierze sobie 100 zł za pół godziny wizyty, od tej kwoty trzeba odprowadzić podatek, potrącenia są z tytułu wynajmu gabinetu, poza tym za coś trzeba kupować nowoczesne sprzęty, narzędzia, żeby pacjentkom dogodzić, żeby trzymać ten standard. Inny przykład, znany ze słyszenia: pielęgniarka zemdlała na nocnym dyżurze ze zmęczenia, bo została sama na niebotyczną ilość pacjentów. Hit na dyżurze u taty: przyjeżdża pacjent, który z dnia na dzień gorzej się poczuł i po badaniu przedmiotowym wymaga bardzo pilnej tomografii głowy. Personelu nie ma, bo pracownia czynna od poniedziałku do piątku do 16. Szczęśliwie, po godzinie przyjeżdża wybudzona w nocy pani Zosia uprawniona do zrobienia badania. Na obrazku wychodzi glejak. Jeszcze operacyjny. Pacjent wymaga bardzo pilnej interwencji specjalisty. Mała miejscowość – trzeba obdzwaniać wszystkich konsultantów wojewódzkich. Tylko jeden w ogóle chciał kulturalnie rozmawiać, tak to znieczulica totalna. Jakimś cudem znalazło się jedno miejsce w Olsztynie, pacjent może dziękować opatrzności, że nadal żyje, ale przeprawa była niezła. Przez całą noc pacjent wymagał pilnego monitorowania, nie muszę mówić, że była jedna pielęgniarka na 20 osób.

    Manipulacja medialna jest straszna, ale nie trzeba się zrażać, trzeba pokazywać ludziom jak jest naprawdę.

    Ludzie mnie pytają czemu wybrałam ten zawód, skoro wiem, że jest tak ciężko i w ogóle patologiczny system. 6 lat studiów, w wakacje miesięczne bezpłatne praktyki, po studiach dalej będę utrzymywana przez rodziców (sic, to ja powinnam im pomóc, bo już mają swoje obciążenia zdrowotne) albo znajdę inną pracę w branży pozamedycznej, bo z samej pensji rezydenckiej się nie utrzymam. A ja chcę leczyć Polaków, a nie polski system ochrony zdrowia. Teraz mamy okazję, żeby choć trochę o to powalczyć. Pozdrawiam!

  2. O jednej rzeczy nie wspomniałeś. O ryzyku zawodowym.
    W każdej chwili jesteś narażony na to, że: zakłujesz się igłą od pacjenta z hbv, będziesz miał kontakt z chorym na gruźlicę, będzie za Tobą chodził Twój były pacjent psychiatryczny, i tak dalej. Opary z elektrycznego skalpela i stanie nad stołem też obojętne dla zdrowia nie są. Co dostajesz za narażenie ba czynniki niebezpieczne i uciążliwe? Może dodatek finansowy albo urlop dla poratowania zdrowia? Nie nie. Ma Ci wystarczyć”satysfakcja”, bo przecież masz”powołanie”.
    Pozdrawiam serdecznie! Do zobaczenia na manifestacji.

  3. W d*pie się Wam poprzewracało, kokosy zarabiać chcecie, a tylko siedzicie z tyłkiem na miejscu i popijacie kawkę.

    Żartuję. Sama kończę właśnie studia (lekarski i biotechnologia). Chłopak od 5 lat namawia mnie na przebranżowienie się w kierunku IT. Ponoć chętnie przyjmują biologów… A kasa 5x większa bez 10-13 lat piekielnie trudnych studiów, i to praktycznie wyłącznie za umiejętność wyszukiwania problemów na Stack Exchange (z całym szacunkiem do programistów, tu też trzeba mieć zacięcie i to lubić – no i wszystko zależy od firmy).

    Tak czy siak, artykuł bardzo dobry.

  4. Bardzo wybiórczo potraktowany temat. Podam pierwszy i ostatni argument (bo więcej mi się nie chce, siedzę na dobrze opłacanym stołku): stawka podatku od nieruchomości, jaką publicznym podmiotom płacą prowadzący usługi lecznicze to nieco ponad 4,6 zł/ m kw. Za resztę działalności (prócz rolniczych) płaci się pod 22 zł/ m kw. Temat naprawdę jest wielowątkowy i o różnych odcieniach szarości. Walczcie Drodzy Lekarze z mitami na swój temat, ale nie twórzcie przy okazji nowych.

    1. Temat dotyczy sytuacji w państwowej służbie zdrowia, czyli tam gdzie leczy się prawdopodobnie 90% Polaków. Właśnie dlatego powinien zainteresować nie tylko ludzi z branży, ale przede wszystkim pacjentów. Akurat ulgi podatkowe mogłyby być ciekawym tropem – w jaki sposób podnieść poziom wynagrodzeń i zadowolenia lekarzy, a jednocześnie nie doprowadzić do sytuacji całkowitej prywatyzacji i tego co jest w USA, gdzie na zasadach wolnego rynku stawki za leczenie poszybowały w górę tak mocno, że aby się leczyć na poważniejsze rzeczy ludzie zaciągają potężne kredyty. W Polsce jako pacjenci mamy szczęście, bo naprawdę fajnie możemy się podleczyć za darmo. Tylko zwróćmy uwagę czyim kosztem oraz zastanówmy się jak długo taki system się utrzyma w kontekście otwartych granic.

      1. Nie zgadzam się z opinią, że 90% Polaków leczy się w państwowej służbie zdrowia. Sytuacje kiedy ja albo moi najbliżsi korzystamy z porady na NFZ są bardzo ale to bardzo rzadkie. Wynika to z faktu, że dostanie się do specjalisty (a w pierwszej kolejności wyżebranie skierowania) jest bardzo utrudnione. To, że do ginekologa i stomatologa chodzę wyłącznie prywatnie jest już dla mnie niestety oczywiste. Na szczęście pracodawca opłaca mi abonament medyczny (też prywatny).
        W moim oczuciu większość Polaków „wyręcza” NFZ płacąc z własnej kieszeni za wizyty u specjalistów, za stomatologię, za diagnostykę, niektóre zabiegi a nawet operacje.

        Nie zgodzę się też, że informatyk zarabia kilkukrotnie więcej od lekarza. Wiele osób z mojej rodziny i otoczenia reprezentuje tę grupę zawodową. Owszem, zarabiają dobrze, ale na pewno nie kilkukrotnie więcej (wątpię czy w ogóle więcej) od lekarza.
        Dochodzi jeszcze kwestia, że informatyk wraz z wiekiem staje się mniej konkurencyjny, a jego specjalizacja może się całkowicie zdezaktualizować i stać się bezużyteczna na rynku pracy. W zawodzie lekarza jest odwrotnie – im starszy specjalista, tym bardziej doświadczony, co wiąże się z większym prestiżem. Lekarz nie ma też raczej problemu z popytem na usługi – ludzie zawsze będą potrzebowali pomocy lekarskiej, również za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat (co się stanie z informatykiem za 15-20-25-30 lat?). Jest to bardzo komfortowa sytuacja i bardzo dobra prognoza na przyszłość dla osoby, która decyduje się iść tą ścieżką zawodową. Niewiele grup zawodowych ma taka pewność znalezienia zatrudnienia. Nie jest więc dla mnie dziwne, że na „wystartowanie” w zawodzie lekarza potrzeba czasu i wysiłku. W wielu zawodach w pierwszych latach pracy zarabia się słabo, bo trzeba najpierw przejść przez różne etapy specjalizacji, bardzo często na własny koszt (uprawienia budowlane, uprawienia architekta, uprawienia psychologa-terapeuty, uprawnienia księgowego…).

        Często też podnosi się argument, że lekarz w Polsce zarabia mniej niż na zachodzie. Owszem, z tym że wszyscy w Polsce zarabiamy mniej niż na zachodzie. Natomiast dysproporcja między zarobkami lekarzy a innych grup w Polsce jest moim zdaniem większa niż w Europie.

        1. „…dysproporcja między zarobkami lekarzy a innych grup w Polsce jest moim zdaniem większa niż w Europie…”
          Zgadzam się z Tobą. Rozumiem, że chodzi Co o dysproporcję na niekorzyść lekarzy.
          Np. w sąsiednich Czechach lekarze zarabiają dużo więcej niż w Polsce ( w porównaniu z czeską średnią krajową).
          Oczywiście porównujemy honoraria za PODSTAWOWY czas pracy (160 h/mies), prawda?
          Jeszcze uczciwiej byłoby porównywać stawki godzinowe. Np lekarz specjalista w warszawskim szpitalu klinicznym otrzymuje ok 26 zł BRUTTO Z ZUSEM za godzinę.

          1. Ale na przykład informatyk nie może przyjść na dyżur nocny i położyć się spać. A znam potwierdzone przypadki, gdzie lekarze nie dość że notorycznie śpią na nocnych dyżurach, to jeszcze w jednym przypadku lekarz rzucił w pielęgniarkę butem !!! jak budziła go do pacjenta, bo okazało się, że to drugi lekarz o tej godzinie tylko mógł zostać obudzony (ustalili sobie grafik, którego w jakich godzinach nie wolno budzić).
            Informatyk jak chce dostać pieniądze, to nie wystarczy że jest dobry w swojej dziedzinie, zazwyczaj musi mieć wiedzę biznesową np. z sektora finansowego, albo ubezpieczeniowego, żeby być w stanie zrealizować zlecenie, poza tym jak już ma pracę to musi pracować, a nie że zatrudni się na 2 etatach, z czego na jednym śpi przez większość czasu a na drugi przychodzi 2 godziny spóźniony, bo o tej samej porze kończy jeden dyżur i zaczyna drugi a przecież musi jeszcze dojechać.

          2. @Programista

            Koleżanka opowiadała mi jak pracuje jej narzeczony informatyk.
            Budzi się rano, jeszcze w piżamie czyta zadanie na dziś- nie zaczyna go jednak robić, spokojnie pije kawkę, przegląda facebooka, kwejka, demotywatory. Po godzinie czy dwóch takiej pracy przychodzi informacja, że jednak ma zrobić coś innego. Zaczyna pracę i kiedy kończy pisać kod, wrzuca go do kompilatora. Kompilacja zajmuje bardzo dużo czasu, więc zazwyczaj wtedy wychodzi z psem, robi sobie obiad, albo idzie na siłownię (!!!). Zarabia kwotę, której młody lekarz nie zobaczy na oczy przed 32-35 rokiem życia (a i tak będzie się to wiązać z zapierdzielaniem na kilku etatach).

          3. Vil, po pierwsze, informatyk to jest w szkole 😉
            A tak serio, to nie pokazuje specjalizacji, jest zbyt ogolne. Po drugie, wzgledem narzeczonego kolezanki. Jasne, lubimy sie przedstawiac jako takich, co dostaja hajs za nicnierobienie. Ale, niestety, tak nie jest. Poza pisaniem kodu, trzeba to zaplanowac, a po napisaniu – naprawiac i poprawiac. I o ile sa luzniejsze etapy w zyciu projektu, to sa tez takie, gdy spimy po 3-4h na dobe i podejsc sie do nas bez kija nie da. To jest sinusoida, a nie staly opis „nic nie robi o hajs dostaje”.

        2. Pani Rito,chyba Pani nie zna realiów, jest Pani w błedzie jesli chodzi o dysproporcje płacowe ;,poza tym lekarz tez musi walczyc o utrzymanie sie w zawodzie i na rynku pracy, niby dlaczego nie informatyk,prawnik,szewc czy ktos inny?
          Podpowiem Pani,ze najbardziej pewną pracę to maja u nas wróżbici,bajeranci polityczni oraz uzdrawiacze i grabarze.Komfort do pozazdroszczenia, jesli chodzi o popyt i zatrudnienie,a i warunki płacowe wiem, ze bardzo dobre zwłaszcza u tych bardziej kreatywnych i niekoniecznie doswiadczonych stazem .0dpowiedzialnosc zawodowa zadna.
          Chciałabym tez miec jak Pani prywatny abonament zdrowotny ,ale niestety nie mam ,poniewaz własnie jestem lekarzem; za wizyty u stomatologów i innych lekarzy/jesli muszę/płacę jak wszyscy/ale sporadycznie nie:) i tu w tym miejscu dziękuję Kolezankom .
          Pewnosci zatrudnienia nigdy nie mam, ,bo pracuję na kontrakcie i choc juz wiele lat w jedynym miejscu ,to co rok lub 2lata ogłaszany konkurs ofert, stresujące negocjacje z 7-ma paniami z Dyrekcji ,za kazdym razem jakas zmiana – raczej na gorsze; urlop oczywiscie tylko bezpłatny -nie pracujesz-nie zarabiasz; nie ma cię w pracy-nie zarabiasz ;jestes w pracy ,a pacjent nie przyszedl-nie zarabiasz!!!
          Szkolenia i konferencje opłacam czesto we własnym zakresie, a jak uda mi się znalezc sponsora to i tak musze odprowadzic z tego tytułu podatek doUS .Na w/w poswiecam zazwyczaj pi,atki i soboty/wtedy nie zarabiam ,no bo mnie nie ma w pracy. Rodzina tez niezadowolona.,ze mnie nie ma w domu ;sprzątaczki ani pomocy domowej niestety nie zatrudniam.
          Oczywiscienie nadmieniajac o dokształcaniu sie nie moge nie wspomniec o prawie codziennym nocnym-przy laptopie lub specjalistycznych czsopismach ,ktorych nie nadązam czytac i odkładam- na kiedys tam. Wszyscy smacznie chrapią,a mnie bolą oczy i kęgosłup ale jeczcze chcę cos koniecznie doczytac.
          Mam starszą przyjaciolkę,lat 55 ,nota bene swieza nauczycielska emerytka,rozwazała urlop zdrowotny -dla podratowaniazdrowia/choc na zdrowie nie narzekała/ na rok przed emeryturą ,ale ostatecznie zrezygnowała ,bo otrzymała roczny ekwiwalent za odejscie z pracy i nagrodę jubileuszową za,, 30lecie,,Jej dotychczasowa wieloletnia praca to stale 18g tygodniowo i platne 3mce za nic nierobienie.
          Kiedys narzekała na zarobki,dopóki nie przeliczyła , ze jej stawka godzinowa wlączajac oczywiscie ekwiwalent,, wakacyjny i feryjny,, jest duuzo wyzsza od mojej,biorąc pod uwagę rzeczywisty czas pracy.
          Ja nie zazdroszcze tym co duzo pracują , mają odpowiedzialną pracę i duzo zarabiaja,bo tak byc powinno.Czasem zazdroszczę tym co nie pracują lub pracują mało i delektują się zyciem.
          ALe ad remJa osobiscie pracuję duzo, praca bardzo odpowiedzialna,stresująca/tylko w jednej placówce/ ,pacjentów zwykle za duzo jak na moje mozliwosci ,proszą o dodatkowe przyjęcia ,musze odmawiac bo nie da sie przeciez wszystkich przyjąc ,wowczas ich frustracja kierowana jest do mnie. Nie jestem ,,wypalona,,ale po prostu fizycznie i,, psychicznie,, zmęczona ,a zdrowie niestety zaczyna szwankowac.
          LUBIĘ TEN ZAWÓD, TO MOJA PASJA. ALE NIKOMU NIE POLECAM – W POLSCE TO BARDZO TRUDNE…. I Gdybym MOGŁA COFNĄC CZAS… TO NA PEWNO WYBRAŁABYM INNY, NIE ZOSTAŁABYM LEKARZEM . SZKODA ZDROWIA ,RODZINY ,ZYCIA, NIE MA CZEGO ZAZDROSCIC. POZDRAWIAM

  5. Super artykuł, bardzo trafne spostrzeżenia, krótko, zwięźle i na temat. Mam tylko1 problem – ze zwrotem „służba zdrowia” – ten zwrot sam w sobie powoduje że usługi medyczne sprowadzane są do „służenia”. Nie zamierzam zaprzeczać, że lekarz powinien mieć powołanie i wykonywać swój zawód z pasją i oddaniem (zgodnie z przysięgą Hipokratesa), ALE o gosposiach, pokojówkach i sprzątaczkach w hotelach też nie mówi się „służba”. To określenie zniknęło z Polski w latach 90-tych. Może powiecie że to czepianie się słowa ale to słowo niesie za sobą konkretne znaczenia, schemat i stereotyp.

      1. Dokładnie. Jest to określenie PRLowskie, obecnie obowiązuje ‚Ochrona’ zdrowia i uważam, że lepiej by było gdyby własnie takie sformułowanie się tu znalazło. Tak jak SC napisał ‚służba’ nosi za sobą konkretny stereotyp z którym powinniśmy walczyć.

  6. Hmmmm…tekst niezły ale zawiera wymieszanie prawd, półprawd i przeinaczeń.
    Na pierwszy rzut oka: Autor zarzuca Newsweekowi manipulację (wyrwanie pojedyńczych przykładów i pokazanie ich jako reguły) a potem …zestawia w tabelce warunki pracy lekarza i programisty. Skąd mamy wiedzieć, czy akurat warunki Autora nie są super ponadprzeciętne a warunki lekarza (żony jak rozumiem) poniżej przeciętnej wśród lekarzy ? Ale to nawet mniej ważne – istotne jest, że warunki jakie ma ten „programista z tabelki” może i występują ale tylko w tej własnie branży (chwilowy skok popytu na takich ludzi). W żadnej innej tego nie ma – więc radziłbym umiejscawiać niedolę lekarza na tle ogólnej sytuacji wszystkich pracowników w PL. Okaże się, że mają podobnie.

    Dwa – pieniądze. Oczywiście, że zarobki są niskie. Tyle, że są to zarobki MŁODYCH lekarzy, zaczynających swoją ścieżkę, będących w trakcie specjalizacji. Ale na starcie wszędzie zarabia się słabo. Ale różnica jest taka, że ogromna większość pozostałych pracowników (inne branże) nie doświadczy wielkiego skoku w pensji za kilka lat – ot, coś tam im skapnie więcej, ale kilka procent więcej. Czyli dalej będą w gruncie rzeczy pracującymi biedakami lub średniakami.
    A lekarze ? Nie znam żadnego lekarza po specjalizacji który pracowałby za mniej niż 10.000 zł – a normą są tacy, co zarabiają po 20-30 000. Dodajmy – głównie publicznych środków, (szpitale, dyżury, poradnie – wszystko z NFZ). Oczywiście nie dostają tego za 40 godzin tygodniowo – ale też bez przesady z tymi godzinami. Prawda jest taka, że lekarzy jest mało, więc stawiają pod ścianą dyrektorów i wyszarpują np. 1.500 – 2.000 zł za jeden dyżur (znane mi osobiście przypadki). Podobnie z kontraktami itd.

    Ktoś powie – no tak, ale w korpo w Warszawie zarabiają też po kilkanaście- kilkadziesiąt tysiecy. Prawda, ale to znowu rzadkie przypadki, wybitne jednostki z wiedzą, językami, talentem itd. A wśród lekarzy kwoty które podałem dotyczą np. małych powiatowych szpitalików czy przychodni lekarza rodzinnego. Zgodzimy się, że tam się mózgów nie przeszczepia……

    Prawda jest więc taka, że lekarze to zdecydowanie najlepiej zarabiająca grupa zawodowa – i to dobrze. Jest tak w każdym normalnych kraju, jest tak już i w Polsce. Nie bez powodu opadła fala wyjazdów za granicę – można na doskonałym poziomie zarabiać jako lekarz już tutaj. I społeczeństwo to po prostu wie, nie ma znaczenia co napisze Newsweek czy internet, ludzie po prostu mają oczy, znają ludzi, widzą co ma lekarz, czym jeździ, co noszą dzieci itd. Nie ma sensu zaciemniać obrazu, bo są np. takie ciekawe wynalazki jak oświadczenia majątkowe – lekarzy posłów (radnych) itd. 🙂

    A dla młodych lekarzy rada: więcej cierpliwości. Skończycie specjalizację, popracujecie trochę i też zdążycie się dorobić. Nigdzie się tak nie płaci jak w tej branży bo rzeczywiście jest na wagę życia.

    1. @lolek – osobiście znam lekarza, który po specjalizacji i ponad 10 latach doświadczenia dostaje w szpitalu 3400. Nie wiem naprawdę skąd bierzesz te zarobki.

    2. Odnośnie tej nieszczęsnej tabelki. W przeciwieństwie do Newsweeka, uczciwie zaznaczyłem, że porównuję dwa jednostkowe przypadki – które dotyczą bezpośrednio mnie. Pewnie nie wszystkie firmy są tak spoko jak moja, aczkolwiek wybór na rynku pracy w większych miastach jest całkiem sensowny, a pracodawcom brakuje programistów. Założyłem też, że w innych państwowych szpitalach jest podobnie, choć pewnie są różne statystyczne odchyły.

      Co do niskich zarobków MŁODYCH lekarzy – warto zwrócić uwagę, że cała ścieżka kariery do nie bycia młodym lekarzem to już kilkanaście lat, a praca wcale nie jest mniej ciężka niż praca STARYCH lekarzy. To jest dokładnie to, o czym mówi tytuł: leczymy ludzi dzięki możliwości wyzysku medyków przez te 5 – 8 pierwszych lat ich pracy. A to nie jest tak, że oni nie potrafią wykonywać swojego zawodu w tym czasie.

      Dodam jeszcze, że nie ma sensu porównywać wysoce wyspecjalizowanej grupy zawodowej do „wszystkich innych”, bo to nie fair, popieranie komunizmu i zasady: wszystkim równo, wszystkim gówno…

    3. lekarze siedzą na dyżurach bo chcą dużo zarabiać.. i mają możliwości
      presja jest duża bo koledzy mają samochody, domy i na niczym nie oszczędzają.

      oczywiście są lekarze po 10latach zarabiający 3400zł.. tak samo jak programiści zarabiający nawet i mniej (bycie przedsiębiorczym i nie dającym się wykorzystywać pracodawcy działa w każdej profesji tak samo).

      ja osobiście znam wielu lekarzy i młodych i starych.. i pomimo tego, że całkiem nieźle zarabiam nie mogę się z nimi równać 😉
      także nie płaczemy i do roboty.. a jak nie pasuje, zawsze można założyć własną działalność.. 😉 na wioskach wielu brakuje.. czy +40zł/godzinę (nawet brutto) to zły pieniądz w ośrodku zdrowia ?

      1. Całe szczęście, że lekarze są pazerni, chcą dużo zarabiać i dzięki temu pracują w kilku miejscach. Gdyby nie ta zachlannosc lekarzy, o której tyle osób pisze, 35% oddziałów, poradni, prywatnych przychodni szybko by zniknęło z medycznej mapy Polski bo nie byłoby obsady. Wtedy dopiero byłby płacz i lament ludu;)

        1. Pracuję w ochronie zdrowia…konkretnie w ratownictwie medycznym.
          …zgodziłbym się, gdyby nie fakt, że w najbardziej „chodliwych” specjalizacjach specjalistów brakuje dzięki zachłannym starym wyjadaczom, którzy świadomie blokują młodych lekarzy w „robieniu” wymarzonych specjalizacji: bo i po co nam młoda, świeża krew z ogromem wiedzy – wiedzy przesiąkniętej nowinkami – skoro mamy mnóstwo starych „konowałów”, którzy w dużej części niestety zapatrzeni są w swoje „umiejętności” rodem z lat 80…
          Kto nie ma tatusia lub mamusi w tym środowisku, ma naprawdę trudność z przebiciem się…co nie zmienia faktu, że lekarze sami sobie poniekąd zgotowali ten los…

      2. To też nie jest tak, że na dyżurach zarabia się kokosy. Młody lekarz musi odrobić ileś tam tych godzin, a niektóre szpitale wręcz to wykorzustują płacąc np. 1zł/h. Nie mówiąc już o tym, że w czasie studiów są praktyki wakacyjne, a coraz więcej szpitali wpada na pomysł płacenia przez studentów za ten przywilej.

    4. Hmm, mam 39 lat, specjalizację i nadspecjalizację, jestem lekarzem pracującym w szpitalu w Warszawie, zarabiam (podobnie jak wszyscy moi koledzy z tymi kwalifikacjami) za etat 4000 zł brutto.
      Gdzie „normą” są zarobki lekarzy 20-30 tys.? Poważnie przemyślę przeprowadzkę 🙂

    5. Znam lekarza (lekarke) ze specjalizacją i ponad 20-sto letnim stażem. Znam Ją nawet dość dobrze – bo ze mną mieszka 😉
      O 10k pensji brutto, moze sobie tylko pomarzyć… Pracuje w jednym z warszawskich szpitali

    6. Ja, tzw. młody lekarz (33 lata) rezydent mam parking przed budynkiem szpitala, ale często brak na nim miejsc, które swoimi drogimi autami zajmują pacjenci. Zresztą po co mi on, skoro nie mam samochodu? Kawę nam kradną panie sprzątające:) Miło mi, że tak często słyszę ostatnio, że jestem MŁODA (33 lata), więc biedna. Skok finansowy to na podstawie moich informacji też mit. Ja znam mnóstwo lekarzy, znakomitych specjalistów, którzy zarabiają poniżej 10000zł, a nie znam żadnego, który miałby pensję w wysokości 20000-30000 (chętnie wymienię za męża). Mnie nie stać na książki, periodyki medyczne, konferencje, kursy, odzież medyczną. W zasadzie, to po spłacie kredytu mieszkaniowego i dokonaniu innych podstawowych opłat, nie stać nawet na zwykłą odzież. Moje dzieci odziewam w ubranka używane. Chodzą do żłobka i przedszkola. Samochód mamy, owszem duży rodzinny….używany….w leasingu. I wiesz co lolek, coraz częściej mam ochotę wyjść z tej pracy i nie wrócić….Coraz częściej wściekam się na męża i dzieci…zaczynam być też obojętna na pacjentów. Na szczęście jeszcze tylko 2 lata NIEWOLNICTWA, potem pół roku zamknięcia i nauki do egzaminu i znów będzie cudownie…Serio?????

    7. LOLKU,JESTES W BŁĘDZIE. CHYBA RZECZYWISCIE NIE ZNASZ LEKARZY. A JAK JA CI POWIEM ZE ZARABIAM MILION?NAPISZESZ OTYM?

  7. Artykuł tendencyjny wypaczający rzeczywistość.
    Porównanie do programisty – niezła bzdura. Takie warunki znajdzie się może w 5% firm.
    Nowy MacBook Pro co 2 lata? Zapomnij, nie w Polsce.
    Wyposażona kuchnia? Kawa będzie w połowie firm i to tylko tych lepszych. O wędlinach to w życiu nie słyszałem.
    Konferencje zagraniczne? Jasne…
    Z tych wszystkich wymyślnych benefitów to tylko Multisport się zgadza, który jest praktycznie powszechny.

      1. Pracuję od 10 lat. W Krakowie i Wrocławiu. Pracowałem w 6-ciu różnych firmach.
        Dla przykładu, w jedno z większych światowych Korpo we Wrocławiu w kuchni nie było nawet cukru. Ani łyżeczek. Szkolenia tylko wewnętrzne. Parking na mniej niż 10% pracowników – kto pierwszy ten lepszy.
        Kolejny przykład: duży Bank z zagranicznym kapitałem: w kuchni była herbata Saga i cukier. Szkoleń brak – kryzys. Podwyżek brak – kryzys. Parking – brak. Do komputera przez rok nie można się było doprosić o dodatkową pamięć wartą jakieś 150 zł. Szef w końcu wyłożył z własnej kieszeni.
        Takie warunki jak opisane w artykule można znaleźć w 5% firm.
        Tyle o benefitach.
        Jeśli chodzi o zarobki to na pewno nie będę się kłócić, że programiści zarabiają mało. 10k brutto dla średnio ogarniętego programisty w dużym mieście z 5 lat doświadczenia jest jak najbardziej dostępne. I nawet studiów nie musi kończyć.

    1. Pracuję w średniej firmie jako programista (jest nas w sumie 3), która nie jest związana w ogóle z IT i jako takim wytwarzaniem softu. Ze wszystkich wymienionych bonusów nie mam tylko maca co 2 lata i wędliny. Reszta wszystko jest (a tv nawet większy bo 55 :P). Znajomi programiści mają zbliżone warunki lub lepsze. Także kolego, to nie bzdury tylko rzeczywistość.

  8. Nosi mnie jak słyszę, tak, tak, mało zarabiają tylko młodzi lekarze. Co to znaczy młodzi? Po 6 latach studiów, rocznym stażu i 4 latach specjalizacji? Specjalizacja nieskończona, nadal jestem młoda, tak? To już jest lekarz po trzydziestce. To śmieszne. Uzbrójcie się w cierpliwość, bo po 30 będziecie mogli brać więcej dyżurów i zarabiać więcej pieniędzy? Życie to nie tylko pieniądze, ja też chcę mieć rodzinę.
    I żeby jeszcze była ta wisienka na torcie to studiowanie medycyny jest w wielu przypadkach naprawdę ciężkie. Ogromne obciążenia psychiczne i fizyczne. Osobiście czuję, że zmarnowałam sobie młodość studiując medycynę, teraz marnuję dalej za te marne pieniądze. A 90% pacjentów pokazuje swoim zachowaniem, że ja tu jestem od tego żeby im służyć. Może po 50 do czegoś dojdę. Albo po prostu wyjadę. Pozdrawiam.

    1. Popieram, też uważam zajmowanie się medycyną za zmarnowanie sobie życia. Ale większość tak nie ma. Ja po prostu powienienem robić drugi kierunek podczas medycyny i tyle. I po studiach podziękować medycynie i tyle

    1. Sfrustrowany: Ołów w tyłku -> siadasz, i uczysz się programować (tutoriale, książki, kursy). Bardzo wiele razy samemu trzeba coś zrobić, siedzieć i rozkminiać, aż w końcu się nauczysz (no i uczyć musisz się cały czas, bo języki programowania się zmieniają, pojawiają się nowe technologie), jak sobie odpuścisz np. na rok (i np. pojedziesz uczyć w angielskiego w Tajlandii) to w pewnym stopniu „wypadasz z obiegu” i musisz dużo nadrobić. Ale to chyba takie czasy, nawet mój znajomy stolarz ciągle się doszkala. Ale przy iloci nauki na medycynie nie da się tego zrobić przy okazji i wieczorami, potrzebna jest odważna decyzja…
      (P.S. Ja skorzystałam z powyższego przepisu, zadziałało).

      1. Ja kończę za tydzień medycynę. Cały czas interesuje mnie informatyka. Przed studiami i podczas często dorabialem sobie tworząc/modyfikujac/poprawiajac strony internetowe. Czy jest jakiś sposób na połączenie medycyny z informatyka? Szczerze to odechciało mi się być lekarzem (siedzenie w przychodni czy na oddziale). Biorę pod uwagę jedynie specjalizacje zabiegowe i coś typu radiologia. Jak Ty to rozegrales ‚A’?

  9. @Sfrustrowany – w IT będziesz też sfrustrowany prędzej czy później jeżeli kierujesz się tylko pieniędzmi. Poznałem trochę studentów medycyny, co mnie przeraziło, zwłaszcza u młodszych roczników to właśnie motywacja – hajs hajs hajs, a potem zderzenie z rzeczywistością i płakanie..

    Podejście ze 100 godzinnym tygodniem pracy to również emanacja pazerności. Czy ktoś zmusza lekarzy do pracowania po 100 godzin? 10k nie wystarcza? Pracowanie na 3 etatach to świadoma decyzja, czyli sprzedawanie czasu który można spędzić z drugą połówką i dziećmi w zamian za dodatkową mamonę. A ktoś tu widzę chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko.

    1. Czasem można, czasem nie można. Ktoś musi pracować na 3 etatach, żeby ktoś inny mógł skorzystać z jego usług. Niestety, to braki kadrowe powodują w dużej mierze, że lekarze muszą pracować w kilku miejscach. Bez tego ten system dawno by runął i to pewnie pacjenci by zaczęli wychodzić na ulicę domagając się zmian w tym całym systemie zdrowotnym.

    2. @Jasiek –
      „podejście ze 100 godzinnym tygodniem pracy to również emanacja pazerności ”
      nie emanacja pazerności, tylko chęć godnego życia, posiadania dzieci których utrzymanie kosztuje, chęć pomocy rodzicom, którzy utrzymywali nas przez 6 lat studiów i 13 miesięcy stażu, to walka o to, żeby nasza wiedza była na wysokim poziomie – książki, kursy i szkolenia można szacować na koszty rzędu tysięcy złotych, a ciągłe doszkalanie się to nasz obowiązek jako lekarzy i służy również bezpieczeństwu naszych pacjentów.
      „Czy ktoś zmusza lekarzy do pracowania po 100 godzin?”
      nie, możesz pracować 40 godzin tygodniowo jeśli chcesz wyżyć od pierwszego do pierwszego, nie masz w planach kupować mieszkania ani zakładać rodziny w wieku lat 30 – poczekajmy z tym do 50tki, kiedy się „dorobimy”, przecież menopauza i starzenie się lekarzy nie dotyczy..
      „10k nie wystarcza?”
      podaj przykład młodego lekarza pracującego na jeden etat i zarabiającego 10k – ja osobiście o takich cudach nie słyszałam.
      „A ktoś tu widzę chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko.”
      skoro uważasz że mieć ciastko i zjeść ciastko oznacza mieć pracę która pozwoli Ci z jednego etatu, z pracy w której odpowiadasz za życie ludzkie, do możliwości podjęcia której uczyłeś się 10 lat – utrzymać siebie i rodzinę – to Twój pogląd jest wypaczony, bo osobiście uważam, że powinno być to możliwe dla każdego – dla Pani w sklepie, która nie odpowiada za niczyje życie i nie kończyła trudnych studiów również, a lekarz powinien otrzymać adekwatnie więcej w porównaniu do wysiłku jaki włożył w kształcenie się i odpowiedzialności jaką ponosi. Lekarze ciężko pracują, zasługują również na zarobki które pozwolą im wyjechać na wakacje raz do roku, żeby naładować akumulatory i nie wypalić się po kilku latach pracy. Nikt nie oczekuje 10k o których wcześniej wspomniałeś..

    3. Rzućmy wszyscy nasze dyżury, nie sprzedawajmy czasu z dziećmi za mamonę! 😀 😀
      A nie, zaraz… wtedy szpitalne oddziały zostaną bez opieki na 16 godzin… a z drugiej strony spoko, przecież każdy pacjent ma google, może sam porobić sobie badania i zaordynować odpowiednie leczenie 🙂

      1. Właśnie dzięki Google zdiagnozowano sobie sama Hashimoto bo 3 , specjalistów, nie potrafiło. Od co najmniej 10 lat oprócz porodu, nie korzystam z państwowej służby zdrowia. Moi znajomi także. Mało tego większość ma abonamenty medyczne a za dodatkowe badania i tak płace z własnej kieszeni a naturalną tarczyca na swój koszt sprowadzamy za granicy i sama dawki sobie ustalamy. Podobnie inne znane mi hashimotki. W tzw wielką widełkach wynik się mieści to pacjent ma się czuć dobrze. Jak nie to psycholog lub psychiatra jest zalecany. Płacę składki a nie korzystam bo nie mam nawet jak lub słabo na tym wychodzę -i to jest niesprawiedliwe. …

  10. Rewelacyjny artykuł. Nie wiem czy to w ogóle możliwe ale może dałoby się go puścić do jakiejś poczytnej gazetki? „Ile zarabiają lekarze”

  11. Jedno warto wyprostować to nie tak że przestajesz być rezydentem i masz dobrze, W instytucie w Warszawie lekarz zatrudniony tam po zakończeniu rezydentury zarabia tam mniej (tak, można!) niż w jej trakcie. Lekarz z 20l. stażem, doktoratem i dwoma specjalizacjami 3000 netto. Biały wyzyskiwany Lud

  12. dane nt. wynagrodzeń dotyczą pracy w jednym miejscu, tymczasem znaczna część lekarzy pracuje w więcej niż jednym – z korzyścią dla siebie i systemu, bo zdobywają różnorodne doświadczenia oraz udostępniają swoją specjalizację różnym grupom pacjentów leczących się z NFZ oraz prywatnie. W związku z tym nadużyciem jest pisanie o tym, że 75% lekarzy zarabia poniżej 4427 brutto.

    1. Pani pracującej na poczcie, fryzjerce, panu w warsztacie samochodowym i nikomu innemu nie zabrania się dorabiania czy wzięcia kolejnego etatu. Nadużyciem jest porównywanie zarobków 160h/miesiąc vs. 250h/miesiąc (tyle ja przepracowała w maju – nie z lekarskiej pazerności, bo mój mąż dobrze zarabia, ale dlatego, że ktoś musiał wziąć oddziałowe dyżury).

    2. @FightTheFuture
      chcialabym sie dowiedziec ile Ty godzin tygodniowo pracujesz. Bo dobrze, zebys wiedzial o czym mowisz. Praca powyzej 8 godzin to juz zadna nauka, to nauka na bledach – oby nie Tobie i Twojej rodzinie.

  13. Jest tylko jednen bardzo poważny problem, lekarze mają zatrważająco niski poziom wiedzy, są nieuprzejmi, nie patrzą holistycznie i nic nie wiedzą o żywieniu. Ich leczenie jest niewiele warte jeśli wygadują bzdury lub mówią, że na żywieniu się nie znają. Organizm to wielki reaktor chemiczny bez odpowiednich proporcji i składników oraz uwzględnienia predyspozycji genetycznych nie są w stanie zapobiegać, bo nic o tym nie wiedzą. Zacznijmy od profilaktyki, a w szpitalach będzie o połowę mniej chorych. Do tej pory nie pomógł mi żaden lekarz, w większość spraw i problemów zdrowotnych pomógł mi dietetyk z dużym doświadczeniem, oczywiście pomijam kwestie operacji z abiegów, z tych na razie korzystałam niewele, ale służba zdrowia, to tez specjaliści którzy powinni wiedzieć jak cofną pewne choroby, a nie tylko zaklepać rany. Nie podoba mi się że pieniądze z mojej pensji – kilkaset złotych miesięcznie wpływało na NFZ skoro – brak tam wiedzy, sprzętu, lekarz złośliwy, nic nie tłumaczy i się nie angazuje .. a do tego brak terminów, ostatecznie człowiek idzie do luxmedu bo dla większości służba zdrowia jest nieosiągalna. Czekanie w kolejkach, wydzwanianie do recepcji po kilkadziesiąt minut. Większość spraw po prostu załatwia się prywatnie. Płacę więć i nawet nie korzystam… dlaczego więc ludzie łykają temat- odpowiedź powyżej.
    Za to z pozostałymi kwestiami o których piszesz w wielu aspektach się zgadzam…
    Niestety słabych lekarzy jest zbyt wielu, tym bardziej aby płacić im wszystkim. Może jak zaczną bardziej analizować przypadki chorych i naprawdę leczyć wstawi się za nimi społeczeństwo, ponieważ nie wszyscy sa takimi głupkami za jakich mają ich media i część lekarzy…

    1. Twój ubezpieczyciel płaci lekarzowi grosze, jesteś u niego 40 pacjentem danego dnia, a na wizytę przeznaczonych jest 8 minut (z wypisaniem recept). To czego się właściwie spodziewasz?
      To trochę tak, jakbyś kupowała chiński samochód- szansa, że przejedzie bezawaryjnie 50 tys kilometrów jest zerowa. Mimo że robotnik, który go składał może być najlepszym mechanikiem świata, to jakości części, pośpiechu, fatalnej organizacji pracy nie przeskoczy.

      Zatem płać składki, narzekaj na lekarzy i płacz. Albo zmądrzej i poprzyj ich postulaty.

      1. Ile głow tyle myśli , tylko że lekarz zawsze będzie nazywany draniem , bo chce godnie zarabiać i mieć czas dla rodziny , bo lekarz- którego widzi pacjent -jest ostatnim ogniwem ” cudownego ” systemu i tylko do niego bede pretensje , że czasu nie poświęca , ze nawet nie popatrzy na pacjenta, bo biedna niedopieszczona Pani pólgodzinną rozmową bedzie uważała ze to jego wina, że przecież on powinien tyle czasu jej poświęcić, nieważne ze kolejka za nią i w poczekalni czarno i jak LEKARZ poświeci na każdego 30 minut , bo tyle, de facto, każda wizyta powinna trwać jeśli mamy podchodzić holistycznie , to bedzie w pracy do 24 00 siedziec albo i dłużej bo fundusz daje 8 -10 minut a nie 30 min , to twoja wina, lekarzu, bo ty krocie zarabiasz(10 koła na reke, na etacie i więcej – gdzie tak dają – jadę) więc siedz i pracuj………… pożałowanie z niektórymi opiniami, ale świata nie naprawimy , artukuł super , popieram w całej rozciągłości. Młodym życzę wytrwałości może kiedys coś się zmieni , ja juz na szczescie jestem po jednej specjalizacji a jestem przed 40 nie powiem chciałabym zrobić drugą to może jak dobrze pójdzie bede przed 50 tka , no tak to tak przed 60 zacznę jako doświadczony specjalista dobrze zarabiać tylko czy dożyję. Pozdrawiam moich pacjentów

      2. Moja definicja: młody lekarz to taki, który ma mniej niż przeciętna dla swojej specjalności, ja mam 52 lata i jestem młody :-)), do średniej mi jeszcze sporo brakuje.
        Bogu dziękuję, że syn nie poszedł na medycynę tylko na informatykę, już na studiach nieźle zarabiał, a teraz zarabia 60/godz. ale nie zł, tylko dolarów, pracując w Polsce jako programista dla amerykańskiej firmy. To co piszesz w artykule jest szczerą prawdą. Moja córka niestety taty nie słuchała i studiuje medycynę, więc będę na manifestacji z rezydentami, chętnie zabrałbym córkę z kompanią studentów, ale mają sesję i siedzą w książkach.

    2. „Lekarze mają zatrważająco niski poziom wiedzy” – można sprecyzować? Jeśli chodzi o wiedzę dotyczącą historii Chin, może i owszem, ale medyczną? Czy naprawdę zdaje sobie Pani sprawę, z tego, co Pani właśnie napisała? Proszę zatem wskazać mi osobę bądź osoby, które posiadają dostateczną, Pani zdaniem, wiedzę medyczną, skoro nie mają jej lekarze.
      „Są nieuprzejmi” – za to na szczęście pacjenci są milusińscy i wcale nie roszczeniowi, prawda? Lekarz też człowiek. Nie musi być całym dniem uśmiechnięty, przemiły i tryskający energią, zakrawa to na groteskę.
      „Nie patrzą holistycznie” – przepraszam bardzo, ale z tego, co wiem, studia medyczne uczą medycyny, a nie szamaństwa. Jasne, że człowiek to ciało i dusza (bo chyba o to Pani chodzi), ale lekarz to nie psychoterapeuta.
      „Nic nie wiedzą o żywieniu” – a mówimy o medyku czy dietetyku?
      „Organizm to wielki reaktor chemiczny bez odpowiednich proporcji i składników oraz uwzględnienia predyspozycji genetycznych nie są w stanie zapobiegać” – konia z rzędem temu, kto ogarnie ten „wielki reaktor chemiczny”, doprawdy. Ten „głupi lekarz”, który nie patrzy holistycznie, pewnie nawet nie wie, co to geny! A tak na serio… na serio?
      „Do tej pory nie pomógł mi żaden lekarz, w większość spraw i problemów zdrowotnych pomógł mi dietetyk z dużym doświadczeniem” – z całym szacunkiem, ale jeśli Pani problem był w diecie, to kto Pani miał pomóc?
      „służba zdrowia, to tez specjaliści którzy powinni wiedzieć jak cofną pewne choroby, a nie tylko zaklepać rany” – jest niestety wiele takich chorób, których skutków czy pozostałości nie da się cofnąć. Odsyłam do podstawowej literatury medycznej. Albo nawet do magazynów popularnonaukowych.
      „Nie podoba mi się że pieniądze z mojej pensji – kilkaset złotych miesięcznie wpływało na NFZ skoro – brak tam wiedzy, sprzętu, lekarz złośliwy, nic nie tłumaczy i się nie angazuje” – widzi Pani, bo większość tego trafia nie do lekarzy właśnie i tu mamy problem! Co się dzieje z pieniędzmi, jeśli ani lekarze ich nie widzą, ani sprzęt nie jest nowszy?

    3. To są właśnie ci źle opłacani w młodości. Nie mieli kasy na naukę, książki, czasu na sen i odpoczynek. Pracowali ponad 300 godzin miesięcznie w złych warunkach i teraz są wypaleni zawodowo. Ile płacisz, tyle dostajesz.

    4. Moja sasiadka zza sciany wydała fortunę na holistyczne leczenie u wetnamczyka, któreprzez 3lata poza wydrązeniem dziury finansowej nie przynoislo spodziwanego efektu,zas neurochirurgowi ,któryostatecznie ją zoperowaŁ i usunał pzrzyczyczynę dolegliwosci ,nie dala nawet kwiatka.Nie lubi lekarzy ,za duzo zarabiają ,ona to wie ,bo jest rejestratorką. Dzis po kilku latach od jej operacji znow poczułam na klatce zapach holi;stycznych ziół.
      Niech Doktor sie ma na bacznosci,pewnie cos spartaczył.

    5. A dlaczego oczekujesz od lekarzy ustawienia Twojej diety?? Od tego chyba jest dietetyk. lekarz ma leczyć, a nie ustalać dietę. A co-gdyby lekarze zajmowali się dietą, dietetycy by leczyli?

  14. Cały czas bardzo mi się podoba sformułowanie MŁODY lekarz… co to znaczy młody? Kończymy studia mając 25 lat, dodatkowo rok stażu i średnio 5 lat specjalizacji = czyli najwcześniej!!! mając 30-33 lata. Zaznaczam, że dotyczy to głównie mężczyzn oraz kobiet bezdzietnych. Każde dziecko (a takowe wypada urodzić w wieku biologicznej do tego dostosowanym) to kolejne 1-2 lata więcej bo owszem, L4 i urlop wydłuża ten czas. Znam kobiety mające 35 lat kończące specjalizację = młodość dawno przeminęła a dzieci trzeba utrzymać. Osobiście w ciąży zgrywałam ‚kozaka’, że się świetnie czuje i będę pracowała żeby wydłużenie specjalizacji było jak najkrótsze – jednego dnia kombo – rotawirus i świnka na oddziale i skończyłam poronieniem. Dodam, że problemy z zajściem w ciąże i donoszeniem jej w ochronie zdrowia jest największe we wszystkich grupach zawodowych.

    I jeszcze jedno! Za obowiązkowe kursy w innych miastach też płacimy wynajmując pokoje w akademikach.

  15. wszystko super ale dwie kwestie:
    1.w Polsce oficjalnie mamy „ochronę zdrowia” a nie „służbę” – odsyłam do wikipedii chociażby.
    2. Lekarze nie składają przysięgi Hipokratesa! Błagam, zapamiętajcie to raz na zawsze! Dziękuję

    Do całej reszty nie mogę się przyczepić, dziękuję za super artykuł!

  16. Nie widzę w tym artykułu ani grama nierzetelności. Co więcej – wyrazy szacunku za świetne zrozumienie sytuacji, przez osobę skądinąd z zawodem medycznym nie związaną. Jeżeli chodzi o idiotyczny artykuł z Newsweeka, jak i typowe kretynizmy konsekwentnie podnoszone regularnie przez gazety zawodowo zajmujące się manipulacją (Fakt, Super Express) to sytuacja wygląda w sposób następujący. Po pierwsze – podawana pensja to zawsze pensja brutto, jako że pensja netto nie jest tak medialna. Jaka w tym różnica? Znany przykład długości penisa z kręgosłupem jest adekwatny. Po drugie podawanie danych bez przeliczenia na stawkę godzinową – to również standard. Potem społeczeństwo, w tym przede wszystkim Janusz, kafelkarz zawsze podnosi okrzyki w stylu – jak to 5800?!! A ja muszę każdy pieniążek (zdrobnienie zawsze w pakiecie) składać bo z mojej pensji 3000 nie starcza do pierwszego!!! Tylko rodzi się jedno podstawowe pytanie – czy Panu Januszowi ktoś zabrania pracy na dwa etaty (bo tylko w takim trybie lekarz jest w stanie rzeczone 5800 zarobić)? Nikt nie zabrania. Tylko, że Pan Janusz ma to gdzieś i woli spędzić w robocie 8 godzin, a potem 8 gapić się w TV i iść spać (z ewentualnym wyżłopaniem 4 piw), a swoje frustracje projektować na grupy zawodowe, o których g***o wie. Swoją drogą ciekawe jakby wyglądało zestawienie pensji lekarza z Panem Januszem w przeliczeniu na godzinę? Nie jestem przekonany kto wyszedłby z tej batalii „zwycięsko”. No tylko, że Pan Janusz martwi się tylko o to by kafelki były równe. O co martwi się lekarz? Chyba nie muszę tłumaczyć. Przytaczane były tu wyrzeczenia, które musi ponieść. Powtarzając – 6 lat koszmarnie trudnych studiów (być może najtrudniejszych) i wyrwane lata z życia, miesiące bezpłatnych praktyk, ewentualne poprawki (tak się składa, że poprawka na tych studiach to zawalone wakacje, bo przedmioty są troszkę większe niż na politologii), rok stażu, lata specki, odpowiedzialność, o której przedstawiciele innych zawodów mogą co najwyżej poczytać, zawalone życie prywatne, zawalone znajomości, ciągłe kształcenie. No i specyfika zawodu – która wymaga KOMPETENCJI. Bo tu się nie da prześlizgnąć. Albo umiesz coś zrobić, albo ryzykujesz życie pacjenta, zdruzgotane życie rodzin, odpowiedzialność karną i wyrzuty sumienia, z którymi zostajesz do końca życia i przez które ludzie np. zapijają się na śmierć (miało nie być emocjonalnie, ale adwersarze często innych argumentów nie znają więc – proszę bardzo).
    Co mam wobec tego do powiedzenia tym wszystkim, którzy uważają, że lekarze powinni zarabiać mniej, żyć tak jak żyją, bo to przecież POWOŁANIE i tym podobne cuda, wianki – chrzańcie się! W d***e byliście i g***o widzieliście. Nie macie pojęcia o definicji słowa powołanie, a pojęcia tego używacie tylko i wyłącznie do tego by przywalić komuś w ryj. Albo do plugawych szantaży moralnych – bo przecież lekarz/pielęgniarka nie ma prawa protestować i zostawiać pacjentów bez nadzoru (gdy słyszę to idiotyczne kłamstwo, mam ochotę komuś przywalić). Nie jesteście świadomi wyrzeczeń jakie lekarz podejmuje, ani ile zarabia. Jesteście ofiarami manipulacji, w które albo wierzycie bo jesteście głupi, albo chcecie w nie uwierzyć, bo to dla Was doskonały pretekst do kanalizacji swych frustracji. No i potem efekt jest łatwy do przewidzenia – dziwicie się, że wobec całej tej sytuacji lekarze walczą o podwyżki pensji. Pensji, która wobec całości składającej się na ten zawód – jest zwykłym splunięciem w gębę.
    I na koniec – w większości ludzie, którzy wybierają ten zawód są nie tyle pasjonatami, co całym sobą kochają to co robią. Bo to dziedzina wiedzy absolutnie fascynująca, dla mnie totalnie bezkonkurencyjna. Jeżeli ktoś z nas traci tę miłość (pomijam tych co nigdy jej nie mieli) to na skutek wypalenia zawodowego lub życiowego. Bo ile można wysłuchiwać kłamstw o tym ile zarabiamy, a potem konfrontować się z rzeczywistością i albo dziadować cały miesiąc, albo napieprzać dwa etaty. Dlaczego dwa etaty? Bo nikt z nas nie akceptuje, że za poświęcenie pluje się nam w gębę miesiąc w miesiąc przy wypłacie. Będziemy więc wyjeżdżać do krajów, które nas doceniają i będziemy protestować by nas doceniono. Pasja ma swoje granice, a Wy swoje pieprzenie o powołaniu i etyce zachowajcie dla siebie. Bo jak wspomniałem – g***o o nich wiecie.

  17. Polecam przeczytanie danych ze strony Śląskiej Izby Lekarskiej:

    – lekarz bez specjalizacji to 2253 PLN (brutto). To daje odpowiednio 13,65 PLN (brutto) za godzinę.

    – lekarz z I st. specjalizacji to 2553 PLN (brutto) czyli 15,47 PLN (brutto) za godzinę.

    – lekarz z II st. specjalizacji do 40 r.ż. to 2800 PLN (brutto) czyli 16,97 PLN (brutto) za godzinę.

    – lekarz z I Ist. specjalizacji po 40 r.ż. to 2787 PLN (brutto) czyli 16,89 PLN (brutto) za godzinę.

    – lekarz na stanowisku kierownika/ordynatora to 3458 PLN (brutto) czyli 20,95 PLN (brutto) za godzinę.

    http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1525-analiza_wynagrodzen

  18. O matko kochana , straszne rzeczy…..ja obserwując zapłaciłabym najniższa krajowa 97 procentom lekarzy. Jak ktoś chce dobrze zarabiać to musi byc dobrym w tym co robi, przykro mi , ale taka profesja, idąc na akademie trzeba liczyć sie z pewnymi faktami.

  19. Sprawa wygląda tak, że albo będziecie jojczyć że wam źle, ale przebidujecie i zostaniecie tymi lekarzami specjalistami na państwowej posadce, albo zrobicie coś ze sobą i postaracie się być „lepszym” od swoich kolegów po fachu. Tak to działa wszędzie, także w służbie zdrowia. Zamiast na praktyki w zapyziałej umieralni trzeba było starać się dostać do USA albo choćby Afryki. Bo takich co mają doświadczenie w robieniu kawy i wypełnianiu papierków to mają na pęczki, więc się nie dziwcie, że i płacą takim raczej przeciętnie.
    W każdej dziedzinie trzeba być prawdziwym specjalistą, a nie tylko „specjalistą co odsiedział rezydenturę”, więc pogódźcie się z tym że jedni z was szanowni młodzi lekarze będą zarabiać i po 50 tys. miesięcznie, bez zaharowywania się po 100h tygodniowo, a na nich przypadnie 100 takich co zarobią średnią krajową. Tak działa świat i nikt nigdy nie powiedział, że w waszym fachu będzie innaczej.
    Nawet wśród przytoczonych informatyków jest tak samo. Można sobie zapracować w trakcie studiów na renome, portfolio i dowody umiejętności, i potem w krótkim czasie pierdzieć w stołek za 10tys miesięcznie z wielkim telewizorem i innymi udogodnieniami, a można też zasuwać jako IT desk za średnią albo i mniej w jakiejś pipidówie.
    Także spinać dupy, doszkalać się, promować, i na pewno wam się uda ulepić jakiś prywatny szpitalik albo małą klinikę, gdzie z prywatnych ubezpieczeń waszych przyszłych pacjentów nabijecie, całkiem słusznie i adekwatnie do poświęconego czasu i zainwestowanych pieniędzy, swoje złote konta.
    Pozdrawia człowiek, który też studiował, wcale nie mniej niż wy, a nie płaczę nad swoim portfelem, chociaż wcale nie ma tam więcej niż w waszych.

    1. @MSc Eng Walter W.
      Z jednej strony się zgadzam, z drugiej nie. Nie każdy chce jechać za granicę i z pewnością nie jest to rozwiązanie dla wszystkich. W Polsce natomiast problemem jest to, że jeśli chcesz się – tak jak napisałeś – intensywnie rozwijać zawodowo, to właśnie publiczne szpitale i specjalizacje są do tego najlepszym miejscem. Np. moja żona ma do wyboru robienie specjalizacji w szpitalu w Poznaniu, gdzie styka się z całą gamą interesujących przypadków, albo prywatną praktykę w jakiejś małej placówce – ale wtedy specjalizacji nie robi i po prostu sobie siedzi i zarabia. No, ale jak już robisz tę specjalizację, to przez całe 6 lat twoja pensja ani drgnie.

  20. Co do spania na dyżurach to jest bardzo różnie. Zdarza się czasami, że lekarz idzie spać jak nic się nie dzieje ale jak o 4:30 jest zabieg na ostro to może lepiej, że choć chwilę się przespał, co? To akurat przykłady z oddziałów zabiegowych. Ale na SOR’ach jest jeszcze gorzej bo pacjenci są w kolejce na korytarzu przez całą noc.

  21. Hej trafny artykuł wielki szacunek, nie martw się negatywnymi komentarzami i zarzutami bo zawsze ktoś będzie się czepiać bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
    Brakuje kolejnej rzeczy w artykule i myślę, że warto ją dodać i poddać dyskusji. A mianowicie mam na myśli:
    RATOWNICTWO MEDYCZNE sama w lipcu będę się bronić, aby zdobyć zawód ratownika medycznego z pasji i powołania.
    Wbrew wszystkim, którzy mówili, że małe zarobki, ciężka praca zwłaszcza dla kobiety, ryzyko zawodowe itd.
    Ratownik medyczny ważny zawód, przeznaczony do stanów nagłych zagrażających życiu – w rzeczywistości wszystkie sraczki, upojeni alkoholowo ludzie, samotni starsi ludzie, zgłaszany ból za mostkiem (lecz nie jest wspomniane, że chodzi o wstawienie mostka przez dentystę), ból brzucha z przejedzenia, itp., a na szpitalnym oddziale ratunkowym kolejki ze skręconymi kostkami, bólem głowy, przeziębieniem od rana bo nie dostał się do lekarza rodzinnego. Karetek w Polsce jest mniej niż limuzyn i samochodów rządowych dla naszych polityków. Jako ratownik medyczny muszę założyć własną działalność bo przecież nie jesteśmy służbą mundurową, tylko każdy pracuje jako indywidualna jednostka i robimy przetargi kto za mniej pieniędzy będzie pracować na karetce. Ratownik zarabia jak mu się uda na umowę o pracę 1500zł na rękę w porywach do 1800zł, jak ma własną działalność to wyciągnie od 3 nawet do 5 tysięcy, ale robi 300-450h w miesiącu, z czego musi jeszcze zapłacić Zusy itp. dodatkowo nie może wziąść L4 jak jest chory, bo nie ma kto go zastąpić na dyżurze, a po drugie kto mu zus zapłaci jak nie ma płacone za czas L4… Paranoja, że ratując życie, będą w gotowości 24/h, kończąc również trudne studia, bo musimy być obcykani z wszystkich dziedzin bo nie wiadomo do czego jedziemy, nie możemy liczyć od Państwa aby nasza praca była służbą mundurową i abyśmy mieli umowę o pracę o godnych warunkach płacy. Nie możemy liczyć na przerwę na spokojny ciepły obiad, bo może być wezwanie w każdej chwili, czasem nawet za przeproszeniem wysrać się nie można… Każdy tylko kameruje telefonem zdarzenie którego jest świadkiem przeszkadzając ratownikom w pracy, następnie co rusz chodzi się do sądu, bo ludzie są coraz bardziej roszczeniowi. Fakt są ratownicy wypaleni zawodowo, którzy nie przeprowadzą porządnego wywiadu, nie zbadają, popełniają błędy medyczne. Ale jak wszędzie i w każdym zawodzie są lepsi i gorsi. Ale nie chciałabym żeby do mojej rodziny przyjechał ratownik który jest 30h w pracy bo zastępuje kolegę, jest zmęczony, powinien być na L4 bo ma grypę, jest wypalony zawodowo, mało zarabia, musi sam płacić za szkolenia, ciągle dokształcać się bo medycyna idzie do przodu, procedury i wytyczne też ciągle ulegają zmianie. Chce aby do mojej rodziny przyjechał ratownik medyczny, który jest pracownikiem służby zdrowia i traktowany jako służba mundurowa, ma umowę o pracę, a nie kontakt na rok, który wygrał dzięki temu, że obniżył swoją stawkę na bardzo małą, ale ma pasję, opłacane szkolenia aby się ciągle dokształcał i nie był przepracowany tylko trzeźwo myślał po przespanej nocy. Studiuje ratownictwo medyczne bo tak jak A.Einstein uważam, że „tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia”, ale chciałabym pracując w tym zawodzie sama przeżyć do pierwszego nie pożyczając kasy, nie martwiąc się, że będę musiała ponad siły pracować bez snu wiele godzin, bez posiłku ciepłego, czy chora iść do pracy, bo nie będzie stać mnie na opłacenie zus, a to wszystko po to by dobrze i najlepiej jak potrafię pomóc ludziom!

    1. Piękny komentarz! Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie i podzielenie się swoimi myślami. Uważam, że to totalnie nie sprawiedliwe kiedy tak odpowiedzialne zawody jak Pani są opłacane jak stanowisko na kasie w Tesco. Nie chcę umniejszać kasjerom, każdy chce godnie żyć, ale wynagrodzenia powinny być adekwatne do trudu i odpowiedzialności. Trzymam kciuki, żebysmy tego dożyli.

  22. To trochę dziwna lista wywodów, dość tendencyjna ale jest to blog – niech będzie.

    Studia lekarskie wydają się konsekwetnie przyciągać specyficzny typ ludzi, ciężko pracujących ale z dziwną potrzebą bycia szalonym autorytetem i postawą roszczeniową. Bo rynek państwowy czy nie, rewiduję funkcję podaży/popytu i tego na co ludzi stać. To, że w Polsce te kwoty są za małe jest poza dyskusją. Natomiast to, że poszedłeś na studia takie a nie inne nie zbadawszy rynku po i potem jest płacz – jest czystą głupotą. Bo tak na koniec dnia, chodząc po lekarzach (mam zespół chorób immunologicznych) to, i uwaga – tutaj sie zrobi ciasno, to lekarze ani do tych najbardziej otwartych umysłowo nie należą (tak mnie nauczono i to ja mam ‚x’ lat studiów) ani do tych z poczuciem autentycznej misji (mam ‚x’ lat studiów więc muszę dużo zarabiać) i odwalają chałturę. A, że koniec końców są instumentami koncernów farmaceutycznych i pompują balonik każdego innego niż swój – konkluzje nasuwają się sami.

    Więc kochani lekarze – zalećcie ludziom zdrowszą diete a sobie więcej rozsądku. To nie wy, a popawa jakości wody efektywnie wydłużyła średnią wieku o 20 lat.

    Papa, inżynier.

  23. Zgoda, co do meritum, co oczywiście najważniejsze, natomiast matematyka kuleje… Prosty rachunek: 100%-10%-25% to 65% a nie 75%, jak w artykule.

    1. @Jerzy to się przecież nie musi sumować.

      Jeśli:
      * 10% osób zarabia powyżej 7621 brutto
      * 25% osób zarabia powyżej 4427 brutto

      To: w tych 25% zawiera się też wymieniony zbiór 10% najwięcej zarabiających.

  24. Znowu propagowanie komunizmu w Internecie! Ludzie, kiedy wy wreszcie zrozumiecie, że lekarz powinien zarabiać tyle ile chcą mu płacić jego chorzy. Nie ma innej metody na zdrowe stosunki między lekarzem i chorym. Wy się domagacie podnoszenia podatków innym ludziom aby lekarze mogli zarobić więcej a urzędnicy mogli się podzielić jeszcze wyższą kwotą prowizji od zabranych podatków. Tą metodą nigdy – powtarzam, nigdy – nie ma prawa być dobrze w sferze lecznictwa. Nie oszukujcie się – kiedy z usług medycznych będzie korzystała tak ogromna rzesza chorych, którzy za nie w rzeczywistości nie płacą (bo trudno nazwać opłatą za leczenie składkę zdrowotną na poziomie 50 złotych miesięcznie) służba zdrowia będzie w stałym kryzysie finansowym. Systemowo. Im więcej będzie pieniędzy w budżecie służby zdrowia tym bardziej ochoczo ludzie z koncernów medycznych i farmaceutycznych będą wyciągać większą kasę za swoje usługi i produkty. A pensje lekarzy i pielęgniarek czy choćby żywienie chorych zawsze będą na szarym końcu listy płac. Nic tego nie zmieni jeśli będziemy mieli przymusowy i scentralizowany system służby zdrowia. Głosujcie za „zdrowym” systemem służby zdrowia wtedy leczyć się będą ci, którzy mają na to środki a ci co nie mają środków będą dostawać paracetamol na raka bo na nic więcej nie będzie ich stać. Cynizm!? A może realizm!? W służbie zdrowia zapanuje równowaga finansowa bo lekarz będzie zarabiał tyle ile będą chcieli płacić jego chorzy klienci. Nie będzie jęczał komunistycznie aby mimo tego, że dostał bezpłatne wykształcenie medyczne, zmuszać podatników do podnoszenia podatków abo on mógł zarabiać więcej. A w końcu, jeśli tak bardzo łaknie kasy a nie chwały dobroczyńcy ludzkości to niech się przekwalifikuje na mitycznego programistę i kosi forsę jak kombajn. Bez narzekania jak stara baba, że inni zarabiają lepiej a w domyśle, że zarabiają lepiej ci co są gorszym sortem zawodów niż lekarze a mimo to są hołubieni przez rynek. Przestańcie narzekać. Jak wam się nie podoba wasza praca to ją zmieńcie a nie zmuszajcie podatkowych „Janosików” aby nas łupili większymi podatkami.

    1. @Jurek Pazurek
      moim zdaniem upraszczasz.
      1) Ja osobiście nie chciałbym mieć sytuacji takiej jaka panuje w USA. Byłem tam, po ulicach biega cała chmara wariatów, nikt ich nie zgarnie na leczenie bo komu by się to opłacało? Druga sprawa, wydatki na cele medyczne to w USA jeden z głównych powodów bankructw gospodarstw domowych. Przed leczeniem trzęsie się każdy, nawet moi koledzy programiści pracujący na terenie tego kraju. Wolny rynek w przypadku dobra jakim jest zdrowie i życie, to dość ryzykowny temat, bo każdy, w ostateczności przyciśnięty do ściany – sprzeda wszystko byle się ratować.
      2) Ja osobiście nie wiem, czy do unormowania sytuacji lekarzy w Polsce tak bardzo konieczne jest podniesienie podatków. Oczywiście, rząd robi to kiedy tylko może, ale intuicja podpowiada mi, że prawdziwym problemem jest dystrybucja pieniędzy wewnątrz NFZ a nie wysokość podatków. Podkreślam tu, że nie orientuję się jeszcze w tym temacie, ale jest to ciekawy temat do kolejnej inwestygacji.
      3) Specjalnie nie podnosiłem tematu darmowych studiów. A to dlatego, że nie zapominajmy, iż wszystkie studia w PL są darmowe – ergo, dlaczego żądać aby akurat lekarze musieli je odpracowywać, kiedy cała reszta studentów innych kierunków może robić co chce?

    2. @Jurek Pazurek
      Tak może pisać młody, zdrowy człowiek.
      Nie spotkałam jeszcze nikogo kto ma raka, aby ochoczo chciał brać paracetamol. Wszyscy chcą żyć, wszyscy chcą mieć najnowocześniejsze leczenie bardzo drogimi lekami.
      Według firm ubezpieczeniowych każdy „zużywa” zwoje składki zdrowotne w ostatnim roku swojego życia. Starość ma to do siebie, że narasta lawinowo ilość schorzeń. Koszt diagnostyki, leczenia, opieki jest bardzo wysoki w każdym cywilizowanym kraju.
      Nawoływanie do prywatyzacji opieki zdrowotnej w środku Europy to tak jakby cofać się do średniowiecza. Nierealne, niemożliwe do spełnienia dla każdej opcji politycznej.

  25. Czytając ten artykuł przypomina się mi sytuacja i traktowanie adwokatów na urzędówkach. Bo przecież obywatel ma święte prawo do pomocy prawnej za free, za którą Państwo płaci później grosze. Ciekawe dlaczego nie zapewnić obywatelowi dostępu do tanich mechaników, firm budowlanych i fryzjerek? Dlaczego mamy płacić tym specjalistom tyle kasy? Też powinni mieć stawki urzędowe na żebraczym poziomie 😉 Oczywiście to żart, ale pokazuje kuriozum, jak Państwo OBCYMI rękami zdobywa poparcie i zmusza do pracy niewolniczej (zmusza, bo urzędówki trzeba przyjąć). Potem i tak się pokazuje kilku co zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, po to aby się cała chołota na reszcie pastwiła. Tak jest u lekarzy i tak jest u prawników.

  26. Hejka, na wstepie chcialbym zaznaczyc dwie rzeczy: jestem programistą, mam w rodzinie „junior lekarza” pracującą za stawkę rodem z MC Donalds.
    Bardzo nieladnie, ze dokonales takiego samego uogolnienia, jak Newsweek 😉
    Pracowalem w Samsungu, Fujitsu, teraz robię w innym korpo, w sumie 8 lat doswiadczenia.
    – Firmy nie wydaja 6k na szkolenia i konferencje. A jezeli jade na konferencje, to prowadzic prelekcje, a nie radowac sie hotelem i przelotem.
    – W firmach nie ma darmowego zarcia. Jest kawa. Ale i to zalezy od korpo.
    – Pracuje na laptopie za 1700pln. Wierzcie mi, ze wiekszosc z Was ma lepszy sprzet w domu. Ale! Pracuje dla klienta, nie firmy, wiec nikt nie chce wylozyc pieniedzy 😉
    – Koledze ukradli ostatnio radio z samochodu, bo nasz „darmowy parking” miedzy kamienicami jest srednio bezpieczny. Management ma parking w biurowcu. Podobnie, jak management szpitala ma miejsca parkingowe. Polecam rower!
    – Telefon mamy na recepcji, a na sprzet do video konferencji musze sie zapisac ladny tydzien wczesniej 😉
    – Nie mam stolu bilardowego. Jest trambambula (po łódzku – piłkarzyki), ale jak jest klient to panuje zakaz grania. W biurze na 200 osob zawsze jest jakis klient 😀

    Ale tez nie o to chodzi. To sa dodatki do pracy. Wiecie za co placi w korpo IT? Za wyzysk. Za stres, za zenujace traktowanie przez klienta (u Was pacjent jest, a pozniej go nie ma, a kontrakty potrafia trwac latami). Za to, ze robimy cos czego szczerze nienawidzimy (programowanie jest fajne, ale testowanie, dokumentowanie, setki rozmow z niemowiacymi w zadnym cywilizowanym jezyku ludzmi…). Za rozjebany kregoslup i stawy. Za wypalenie intelektualne (ilu znacie programistow na emeryturze? Albo kolo 50tki?). Za to, ze piszac chujowy projekt dla zlych ludzi nie mozemy sie powolac na klauzule sumienia.

    Wszystko ma blaski i cienie 🙂

    A zeby zmienic sytuacje, polecam glosowac nie za PiSem i Razem, tylko partiami ktore promuja wolnosc gospodarcza – wtedy zawod lekarza bedzie musial byc tak samo oplacalny, jak informatyka. O obecnym stanie sluzby zdrowia zadecydowali nasi dziadkowie i rodzice. O obecnym stanie plac w IT zadecydowaly korporacje, na ktore ww. nie mieli wplywu. Moze czas zdac sobie sprawe, ze Rząd jak i szpitale to tak na prawde przedsiębiorstwa, a nie spółka rozdawnictwa wzajemnego.

    1. Hejka!
      Dzięki za komentarz. 😉
      Może nie odniosę się do wszystkiego, ale moja główna porada brzmi: unikaj korpo jak ognia. 🙂 To są ogromne kolosy, które bardzo często nie ogarniają swojej organizacji od wewnątrz. Jedynym wyjątkiem o którym słyszałem jest Allegro, ale dopiero po zeszłorocznej restrukturyzacji zrobiło się tam sensownie. Natomiast najfajniej jest w firmach średnich i małych, one wiedzą, że muszą dbać o swoich pracowników.

      1. okhan, mam zupelnie inne wrazenie. W tej branzy korpo IT dbajja o ludzi bardziej, niz male firmy. I mowie to z perspektywy 3 korpo i 3 malych firm, w sumie 8 lat klepania kodu.

  27. Haha, najbardziej rozśmieszyło mnie porównanie warunków pracy.
    Podałeś przykład pracy programisty w prywatnej firmie/korporacji a lekarza z NFZu. Porównaj na tych samych warunkach a zobaczymy co ci wyjdzie.
    Znam kilka rodzin lekarzy i każdy z nich co roku ma nowe BMW Audi albo inny wypas, wielkie domy i wycieczki. A to, że specjalizacje musi robić ileś lat? dobrze – przynajmniej nie zabije nikogo na stole

    1. Porównania tego dokonałem (wiem, że kontrowersyjne) aby porównać ścieżki kariery. Dla lekarzy w 99% jedyną drogą do specjalizacji jest właśnie szpital publiczny.
      Oczywiście, że dobrze że lekarz musi robić ileś lat tę specjalizację. Ale głównie jest to dobre dla pacjentów, bo mają się u kogo leczyć. Na specjalizacji może przez pierwszy rok ktoś tam nad tobą nieco wisi (jeśli masz szczęście), ale później jest to już totalnie samodzielna praca, dokładnie taka sama jak „po specjalizacji”.

    2. Co do BMW to ulegasz iluzji lokalnego ekstremum. Znasz może trzech lekarzy i rozciągasz sytuację na wszytkich. Tak nie jest, ale żeby to dostrzec – trzeba wgryźć się w statystyki.

  28. „Tka iluzję, koloryzuje. Bierze najbardziej skrajne przypadki i przedstawia je jako sytuację całej społeczności…” – te słowa tak samo jak do Newsweeka odnoszą się do autora powyższego tekstu…

  29. Kolejny komentarz od przyszłego Ratownika Medycznego… przedstawiający realia
    Co do studiów muszę tu dodać bo zabrakło tego w moim 1 komentarzu, że w Polsce bezpłatne studia nie są dla wszystkich. Na studia musi być stać Ciebie, albo rodziców i trzeba być w czepku urodzonym…
    Dla przykładu nie mieszkam w dużym mieście tylko małym oddalonym od Wrocławia o jakieś około 80 km. Jestem osobą ambitną marzyłam o studiach dziennych na medycynie, rzeczywistość jest nas 4 dzieci w domu nie pozwoliła mi wyjechać do dużego miasta studiować dziennie bo te studia nie są płatne… Bo nie chciałam skazywać rodziców, na to, że będą się martwić jak opłacić mi mieszkanie, bądź akademik, dać na książki, na życie, które też kosztuje dużo poza domem. Wybrałam zaoczne studia ratownictwa medycznego bo medycyna i studia lekarskie kosztują cholernie dużo w granicach 40 tys za semestr, a więc wybrałam ratownictwo zaocznie by w tygodniu móc zarobić na opłaty za studia i odciążyć rodziców. Tak więc za miesiąc studiów Ratownictwa Medycznego zaocznie płacę 670zł miesięcznie + za wakacje 402zł za miesiąc… Zjazdy mam piątek sobota niedziela, więc co trochę tracę pracę bo pracodawca nie chce niedyspozycyjnej studentki i pracuje 2 miesiące potem kolejne 2 szukam następnej pracy… Nie wspominam o tym, że strój ratownika to jakiś lekki 1000zł bo spodnie od 200 do 300zł koszulki po 50zł, kurtka polar 700zł lekko, książki, dojazdy, nocleg, wyżywienie, dodatkowe konferencje wszystko kosztuje!
    Tak więc pytam czy studia są na prawdę tak za darmo w Polsce nie sądzę, bo jeśli nie mieszkasz w mieście gdzie są uczelnie. NA studia dzienne musi stać Twoich rodziców żeby mogli Cię utrzymać…
    Pomyślicie sobie pewnie, że są stypendia… Tak są sama mam stypendium naukowe za średnią powyżej 4,75 + inne osiągnięcia i zaangażowanie w życie uczelni. A stypendium dostaje 180 zł na miesiąc w mojej uczelni… Po całym roku starań o stypendium i poprawianiu ocen 4,5 na 5… PARANOJA! Tyle nauki, tyle opłat za studia, bo nie jestem w czepku urodzona żebym mogła studiować dziennie…

  30. Do autora,
    jesteś wielkim hipokrytą!
    Piszesz jak to Newsweek manipuluje, biorąc pewne skrajności i traktując je jako faktyczny stan rzeczy, ale sam nie jesteś lepszy!

    Odpiszę jako programista (z bagażem kilku pracodawców, duże miasto, obecnie praca w korpo):
    „Co roku firma płaci 6 tysięcy złotych na szkolenia i konferencje. Przeważnie zagraniczne.”
    Jeszcze mi się nie zdarzyło żeby pracodawca wysłał mnie na konferencje („przeważnie zagraniczną”) i chciał zafundować szkolenie za 6 tyś.
    O ile już jakieś jest, to wywalczone, wyproszone, góra 2k i max raz na dwa lata (a to jest ta już super hiper pro pracownicza wersja).

    „W pełni wyposażona kuchnia: chleb, wędliny, sery, jogurty, soki, cola, kawa, słodycze, orzeszki, inne.”
    Chyba że jako wyposażenie ty hipokryto jeden rozumiesz dwa nadpsute czajniki i dwie stare mikrofale.. Kawa, chleb, wędlina ? No pewnie że jest, jak sobie zakupisz i przyniesiesz.
    U jednego pracodawcy zdarzyło mi się że kawa i herbata były darmowe, jeaaah.

    „Co dwa lata nowy sprzęt typu Mac Book Pro, dowolna ilość monitorów, (prawie) nieograniczony dostęp do “sklepiku” z peryferiami wedle potrzeby.”
    No chyba z księżyca spadłeś, jak nazywa się ten Twój pracodawca 🙂 ?

    „Karta parkingowa”
    A pewnie że jest, otwiera drogę na parking dla 200 aut! Szkoda tylko że wydana została w 2k egzemplarzach .

    „Telefony, sprzęt do video konferencji”
    A faktycznie jest, ale wybacz.. firma sobie go sama funduje, zarabia, a ten sprzęt służy jej do zarabiania.
    Szpital za to ma masę sprzętu medycznego, którego w mojej firmie brakuje, no cóż.. taki los, zła firma, nie zapewnia aparatury do EKG…

    „Stół bilardowy, piłkarzyki, kanapa z 46” TV, PlayStation”
    yyyy… mówisz o swoim mieszkaniu ?
    Ja nawet u siebie takich rzeczy nie mam (no dobra mam kanapę 🙂 ).

    I jeszcze jeden aspekt:
    „Traktowanie klientów, petentów”:
    Programista:
    klient nasz pan

    Lekarz:
    Jam jest półbóg a tyś marny tego świata.

    Słuchaj koleś, to że Twoja dupcia na razie jeszcze kokosów nie zbija, to nie znaczy że musisz w swoim artykule bezczelnie kłamać, korzystając z metod które sam piętnujesz.

    Ten artykuł to szczyt chamstwa i prymitywizmu… pisany pod zamówienie, albo w celu wylania swoich żalów typy „że ordynator dostaje więcej w kopercie”.
    Rzygać mi się chciało jak to czytałem.

    1. Przykro mi, że masz takie doświadczenia. Opisywałem głównie na podstawie swoich doświadczeń (a też pracowałem w kilku firmach – unikaj korpo!). Jeśli jesteś zainteresowany zmianą roboty, to może spróbuj u nas http://careers.wikia.com/ 🙂

  31. Czytałem ten artykuł i się zastanawiałem nad tymi liczbami, które podałeś w swoim artykule. I trochę mi się liczby nie zgadzają.
    Oczywiście lekarzy jest za mało. Pracujecie ponad możliwości psychofizyczne ( nie wszyscy ) i zawsze to samo ( jak wa każdym zawodzie ) za mało.
    Ale czy za mało? Lekarze średnio mają około 70 zł netto za godzinę na kontrakcie, licząc 160 godzinę ( Oczywiście tyle nie pracują, bo trzeba zarabiać ) daje nam łączną kwotę 11200 zł. Wielu moich pacjentów chciało by mieć choć 1/5 tego.
    Moim kontr zarzutem jest również praca na garnuszku Państwa. Jeżeli lekarz jest zatrudniony na umowę o pracę ( a większość tak chce by szpitale lub przychodnie płaciły za nich składki ) lub na kontrakt ( wtedy maja średnio 70 zł netto/h) to powinni być w miejscu pracy, a nie tak jak się często zdarza świadczą swoje usługi w innych punktach – na co jest przyzwolenie, bo inaczej dyrektorzy by nie znaleźli nikogo innego na to miejsce. Tak więc lekarz pracuje w szpitalu ale zamiast na dyżurze przyjmuje w prywatnej poradni swoich pacjentów.
    Kolejnym zarzutem są szkolenia. Proszę by autor mi napisał ile lekarz wydaje na swoje szkolenia podczas studiów oraz specjalizacji? Bo z tego co wiem to jedynie na hotele i dojazd jeżeli kursy do specki są poza miejscem zamieszkania, ale za to mają chyba delegacje.
    Bo inne grupy medyczne jak fizjoterapeuci, pielęgniarki, ratownicy, analitycy, farmaceuci płacą za każdy kurs jak mają możliwość specjalizacji. Ja na swoje szkolenia wydałem 50 tyś. gdzie moi koledzy lekarze do specki nie wydali ani grosza.
    Autor mówi sprawiedliwość społeczna.

    Oczywiście lekarze są na lepszej pozycji gdyż w ich przypadku działa świetnie prawo popytu i podaży

    I warte porównania jest zawód lekarza z innymi zawodami medycznymi.

    Ps cała służba zdrowia jest niedofinansowana.

  32. Lepiejntego ująć nie można . Trzeba sobie jasno powiedzieć ,że cała klasa polityczna od Balickiego po Radziwiłła realizuje identyczną politykę zdrowotną .Dlaczego ? Wydłużanie życia populacji nie leży w ich interesie. Najlepiej zbierać składkę i potem „sprawiedliwie”ją dzielić .Lekarze są wdzięcznymi „chłopcami do bicia” ,nie mogą oddać. Lobby farmaceutyczne nie odda takiego łąkowego kąska. Coś jeszcze Może teoria ,że 17 mln Polaków to i tak dużo nie jest taką paranoją…..
    STRASZNE CZASY

  33. Proszę o usunięcie kradzionego obrazka. Timotei prosi aby przynajmniej podawać linka do jej deviant-artu więc taki dopisek wystarczy.

    1. Dzięki za zwrócenie uwagi, wkleiłem link do profilu w polu Etykieta postu, ale WordPress mi to jakoś wyciął. Dałem dopisek na dole.

  34. Podsumuję krótko. Skoro taki ciężki to kawałek chleba za prace wręcz katorżniczą, dlaczego jest takie gigantyczne obłożenie na studia? Tysiące absolwentów liceów ma misje do spełnienia i w myśl przysięgi lekarskiej chce nieść pomoc ludziom, mimo drogi przez ciernie o jakiej pisze autor. Moim skromnym subiektywnym zdaniem NIE> Niech sobie każdy odpowie na pytanie czy zna lekarza co nie ma pracy? Co ma najprościej mówiąc źle? Ja nie znam – wybaczcie, a troche już na tym świecie zyje. 8/10 lekarzy u których byłem traktują siebie (jak tu ktoś powiedział)pół bogowie, wyczuwa się to na kilometr. Kto chodzi po lekarzach to wie:)
    A porównania do programistów zostawiają wiele do życzenia!

    Pozdrawiam przyszłych lekarzy 🙂 Obyście swą sumienną pracą i empatią do ludzi odbudujecie co zepsuło nieco starsze pokolenie:)

  35. Zwykle nie komentuje takich rzeczy, ale artykul jest żenujący. Szanowny autor niech zbada realne warunki zatrudnienia a dopiero poźniej tworzy porównania. A przy okazji niech nie umniejsza innym zawodom. Bez tego „opychającego się darmowymi przekąskami programisty” lekarz nie mógłby korzystać z wielu urządzeń, których używa do diagnozowania czy leczenia pacjentów.

  36. Tylko jedno ale. Wykształcenie lekarza kosztuje ponoć około 500 000 zł. A w Stanach, które, jak piszesz, kuszą młodych lekarzy, pewnie z 5 – 10 razy tyle. Amerykański lekarz musi te pieniądze wyłożyć z własnej kieszeni, natomiast polski nie musi się tym przejmować. Zakładając, że chciałby spłacić 500 000 przez 10 lat kosztowało by to około 4500 miesięcznie ( w przypadku kredytu z 6000). Więc może dlatego przez pierwsze lata zarobki nie są takie wysokie? Na palcach jednej ręki można policzyć zawody w których się dobrze zarabia zaraz po studiach. A tabelka jest sprzed 12 lat.

    1. 130tyś- taki jest koszt studiowania płatnego kierunku lekarskiego. Jeśli taki lekarz po studiach wyjedzie np do niemiec kwotę odrobi po 10 miesiącach, w Polsce po 3,5 roku…

  37. Niestety w naszym kraju kwestie plac w wielu zawodach pozostają bardzo problematyczne. Niskie place są też na uczelniach. Tak wiem – pracownik naukowy nie jest tak ważny społecznie jak lekarz (nawet jak tych przyszłych lekarzy czegoś uczy).
    Zastanawia mnie dlaczego lekarzowi wolno pracować bez przerwy na kilku etatach i w kilku firmach a pracownik naukowy ma ustawowy zakaz pracy na więcej niż jednym etacie?(za zgodą rektora może pracować jeszcze gdzieś indziej ale rektorzy nie lubią dawać takich zgod). nie tylko lekarze są żenująco nisko płatni.

  38. Ważny głos w dyskusji. Ja powiem to prościej:
    Czy naprawdę uważasz, że osoba opiekują się tobą czy twoim chorym dzieckiem w szpitalu ma zarabiać mniej na godzinę tyle co magazynier w Biedronka? To o pielęgniarce
    Czy naprawdę uważasz, że decydujący o twoim zdrowiu i życiu ekspert ma zarabiać na godzinę tyle co podrzędny kierownik w gminie za picie herbaty? I czujesz się bezpiecznie wiedząc, że analizując twoje zdrowie pracuje już 270-tą godzinę, by jakoś wyciągnąć te osławione 6 tysięcy?
    I ma zamknąć pysk i robić dlatego, że jego praca zawodowa to „powołanie”?

  39. A ja pracuje w szpitalu jako psycholog i prywatnie jako psychoterapeuta. Po studiach musialam zrobic dodatkowe 5-letnie studia z psychoterapii (20tys. +dojazdy i zakwat.) i 5-letnie studia specjalizacyjne (25tys.). W moim zawodzie obowiazuja regularne superwizje czyli koszt ok 200-400zl miesiecznie (do konca zycia) i wlasna psychoterapia czyli w zaleznosci od jej rodzaju miedzy 400 a 1500zl miesiecznie (przez 3-7 lat). Usredniajac, po wydaniu prawie 50tys. zl za nauke (nawet nie wspominam o dalszych seminariach, konferencjach etc ktore rowniez wychodza po ok. 200zl miesiecznie) dalej co miesiac wydaje 1000zl na wymienione ‚dodatki’, ktore pozwalaja mi w ogole wykonywac swoja prace w prawidlowy sposob. Do tego ponad 1000zl na ZUS, gdzie i tak do wiekszosci specjalistow chodze prywatnie. W szpitalu zarabiam 50zl brutto za godzine wspierajac ludzi kiedy dostaja diagnozy nowotworow, w mlodym wieku traca wzrok, rodza ciezko chore dzieci, zapadaja na nieuleczalne choroby, oddaja dzieci do adopcji czy tez wpadaja w depresje bo okazuje sie ze nie ma dla nich lekarstwa. Lekarz przyjdzie, wybaka kilka zdan o diagnozie (czesto na korytarzu) a potem ja musze ich ‚zbierac’. Nie obwiniam lekarzy, nikt ich nie uczy jak przekazywac takie wiadomosci ale fakt pozostaje faktem. Potem lece do prywatnego gabinetu gdzie dostaje 100zl brutto za godzine i rozmawiam z pacjentami, ktorzy nierzadko mieszaja mnie z blotem, krzycza, zloszcza sie, placza i wychodza trzaskajac drzwiami (bez wdawania sie w szczegoly ale to oznacza ze terapia dziala). Zarabiajac ok 7 tys. brutto zostaje mi 5tys. brutto na zycie. Moze jak dzieci podrosna i wezme wiecej prywatnych godzin to dojde do 7tys. brutto. Wiecej sie nie da (chyba ze ktos idzie w szkolenia i zawala sobie dodatkowo weekendy). Ciesze sie ze to i tak wiecej niz przecietny Polak ale naprawde daleko mi do 90% lekarzy specjalistow (nie rezydentow) w moim szpitalu. Ktorzy do tego maja szacunek, podziw i czolobicie ze strony wiekszosci pacjentow.

    1. a nie masz wrażenia, że lekarz zwyczajnie nie ma czasu na psychoterapię dla rodziny i pacjenta? Bardzo chciałabym mieć czas żeby zabrać kazdego pacjenta na dłuższą rozmowę, pocieszyć itd, ale co w tedy z wydajnością pracy? W tej chwili jest tak mało lekarzy, że wszystko się ledwo wiąże. Nie mogę sobie pozwolić na długie dyskusje, gdy musze obejrzeć kilkanastu pacjentów na oddziale, do tego pilne konsultacje, badania, leki, niektórzy pacjenci wymagają nagle zwiększonej uwagi i pilności- nie mogę wtedy przecież do jasnej anielki dyskutować w nieskończoność i pocieszać. Masz pretensje, że jesteś potrzebna i masz dzięki temu pracę?
      to tak odnośnie Twojego przytyku do lekarzy
      PS ja mam 30 zł brutto za godzinę

  40. Powiem Wam jedno. Właśnie idę spać po nocnym dyżurze w Izbie Przyjęć. Dopiero teraz (godz.11:20) bo musiałam wezwać hydraulika (zaczęło mi znowu przeciekać kolanko pod zlewem w kuchni) koszt naprawy 250zł- za niecałą godzinę roboty. Ogólnie ok mam teraz wszystko naprawione. Tyle, że oddałam prawie wszystko co zarobiłam. Tak… lekarz 5 roku rezydentury dostałe tyle za dyżur co naprawa kolanka przez hydraulika. A co robiłam w trakcie dyżuru? przyjęłam 17 karetek, ok 15 pacjentów ze skierowaniami i pewnie drugie tyle bez skierowań, +ok 5 konsultacji- ( myślicie że ktoś z tych pacjentów powiediał mi symboliczne dziękuję? jeden powiwdział że skargę napisze bo czekał 2h na ECHO serca) i zostałam wyceniona na jedno kolanko zmienione przez hydraulika. Normalnie czuje się teraz jak by moja praca nic nie była warta, kompletnie nic 🙁 może do poniedziałku mi przejdzie…

  41. Konkretnie i na temat. Czy mogę udostępnić na portalu społecznościowym + ew. zacytować? (odnośnik kontakt jakoś mi nie zadziałał 😉 )

  42. Nie przesadzaj z tym cudownym zawodem programisty. Owszem zaraz po studiach ma szansę na większą od lekarza pensje, jednak pracuje – zdecydowana większość – w korporacji, ma monotonny 8-godzinny cykl pracy. Do tego niezbyt dobre perspektywy – w każdej chwili może dojść do jakiejś restrukturyzacji, czy po prostu w wieku 50 lat po prostu będzie na tę pracę za stary. Zarobki też wiele mu nie urosną, zawód nie jest specjalnie zdrowy – problemy z narządem ruchu, oczami, do tego nieznane rzeczy które mogą się objawić na starość (jesteśmy pierwszym takim pokoleniem przed komputerem). Do tego poczucie pracy nie dla siebie, a dla kogoś tam wysoko u góry. Lekarz ma na początku słabo, jednak przy samozaparciu ustawi się tak, że będzie miał pracę dobrze płatną, poważaną i poczucie samorealizacji.
    Ja zbieram już na zabezpieczenie właśnie na lata starości – jakaś inwestycja mieszkaniowa pod wynajem.
    Zdecydowanie przerysowałeś to porównanie, tworząc nowe mity, tym razem o zawodzie programisty – Macbooki Pro??? To niewielka część pracowników tego zawodu. W Polsce trochę zachłysnięto się tym jak wysoko występują programiści w rankingu płac, rzeczywistość jest nieco inna.

    1. @chomczyk:
      🙂
      Co do obawy o pracę w wieku 50 lat: w Polsce faktycznie panuje taka obawa, że może być kiepsko. Dzięki komunie, jesteśmy pierwszym pokoleniem obcującym z komputerami od dzieciństwa i nikt nie wie, „jak to będzie na starość”. Mam na to kilka odpowiedzi, jednak skupię się teraz na jednej – chrzanić to. Na szczęście nie musimy wyobrażać sobie jak to będzie, bo w USA już to mają: tam dostęp do komputerów nie był tak ograniczony w rezultacie czego istnieją tam programiści po pięćdziesiątce (a nawet sześćdziesiątce) i mają się dobrze! Sam z jednym miałem okazję pracować. 🙂
      Co do poczucia pracy „nie dla siebie, tylko kogoś u góry” – to chyba dotyczy większości zawodów? Jednak w IT stosunkowo łatwo założyć działalność gospodarczą ewentualnie start-up.

  43. Mój przyszły mąż programista po tym jak mu pokazałam ten artykuł obalający mit o bogactwie lekarzy, ze smutkiem: „nawet ja byłem o tym święcie przekonany w momencie kiedy Cię poznałem” 😉
    Kiedy chcę osiągnąć pensję zbliżoną do jego, nie widzimy się co 3 dobę. Pomiędzy jestem zmęczona i spięta nadmiarem stresów dyżurowych. Jedno mam życie, spędzenie go w taki sposób jest dla mnie nie do przyjęcia, dlatego „na wylocie”.

  44. nalezy również wspomnieć obciązenia pozamedyczne które utrudniają/blokują wykonywanie pracy i zajecie się potrzebującym tego pacjentem. Pzrykład z mojego oststniego 24 h dyzuru. Pacjentka przywieziona na neurologie z Domu Pomocy Społecznej z podejzreneim udaru gdyż od rana nei może chodzić … udar wykluczyłem (badanie tomografia) po krótkim badaniu było jasne że złamała szyjke kosci udowej – wezwany ortopeda kwalifiukuje chorą do operacji. Rodzina pojawiła się na izbie niezadowolona – na wyniki badan trzeba czekać (nawet ze 2 h na laboratorium, 2-3 h na opis tomografii bo opisywana jest w systemie teleradiologii – na radiologa w szpitalu na całodobowym dyzurze nie ma ponoc pieniedzy) wiec rodzina jezy się na mnie bo to moja wina. W miedzy czasie zajmuje sie tez innymi pacjentami na SOR i na oddziale liczacym ponad 30 pacjentów – wtedy gdy nie jestem dla nich widoczny przeciez pije kawe flirtuje z pielegniarką, obijam się … a oni czekaja… Po wynikach badań i zakwalifikowaniu do przyjecia na ortopedie przez ortopede rodzina nie wyraża zgody na leczenie wtym szpitalu chce pacjentke przewieźć naszą karetką do szpitala oddalonego o 30 km … facet zajmujacy sie w szpitalu takimi transportami mówi mi ze to bedzie transport płatny na zyczenie ok 30 zł … wzywam córke i tłumaczę … awantura… nie dociera ze to nei mój wymysł, takie sa przepisy i jesli nie zapłaca to ja podbijajac transport zaplace z własnej kieszeni … 2 h awantury jestem mieszny z błotem … histeria zale na cała służbe zdrowia … w koncu płaca po 2 h zajmowania sie transportem ide na góre na oddział tam na R ce ciezki pacjent tym razem nastepna rodzina z pretensjami ze nie go nie dogladam i kolejna awantura (mysla ze jak mnei nei bylo to sobie lezałem „tylko pieniedzy byscie chcieli a pracujecie jak widać”) i taka codzienność leżącego na kasie lekarza … o innych maluczkich „niedociagnieciach” minionego dyzuru nawet nie warto wspomniec bo juz skora mi zgrubła … bolało tylko na poczatku. Tez bardzo często zastanawiam sie co z sobą zrobić bo nie wiem jak długo wytrzymam coś takiego … łapię sie nawet na tym że unikam ludzi bo poprostu mnie denerwuja patrze na nich przez pryzmat szpitala i robie sie gorzki z kazdym rokiem odrobine bardziej choc staram sie jak moge trzymać dystans … szkoda zycia chyba pora zaczac szlifowac jezyki (a myslałem ze najgorsze za mna po specjalizacji:):)

  45. albo płacimy za studia i wtedy państwo nam płaci dobrze ( bo mówimy o relacji pracownik – państwo) albo nie płacimy i wtedy panstwo nam płaci umiarkowanie. A lekarze coż- studia za darmo ale zarabiac to juz dobrze. Ciekawa mieszanka – „socliberalizm” wymieszany z filozofia Kalego A pozatym – mozna zmienic prace i wziąśc kredyt – noi jak juz ma byc rynkowo i opieka zdrowotna ma nie byc prawem obywatela. Tylko wtedy – po co tylu lekarzy?

    Sa wyższe szkoły prywatne, zdaje sie że któras z nich uruchamia wydział lekarski.

    PS – zaczynam mieć wrazenie że na studia medyczne to większość decyduje sie po jakims przymusem…..

  46. Emil – szkoda, że nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz. Coż, ale taki teraz świat, że każdy musi coś „nastukać” na klawiaturze.
    Zdrowia życzę. Tyle.

  47. No cóż. Prawda w 99% bo nie ma tu nic o robieniu specjalizacji na wolontariacie, czyli pracy na rzecz szpitala za darmo.
    I o warunkach pracy.Ja pracowałam w szpitalu 13 lat i nigdy nie dostałam butów czy fartucha, o kawie nawet nie chciałam marzyć…
    No i system pracy – nie tylko chodzi o to ile godzin w miesiącu ale też chodzi o to ile godzin non stop, np. 28 a potem do kolejnej pracy żeby godziwie zarobić. Chodzi o to, że system pracy lekarzy i pielęgniarek zakłada pracę gratis na zmianie dyżurów. Bo oddział, to nie taśma produkcyjna od której można odejść i wyjść. Trzeba sobie przekazać dyżur i nigdzie te „zakładki” nie są uwzględnione. A po dyżurze trzeba dac zlecenia i zrobić wypis i schodzi się 2-3h.
    Już nie mam czasu pisać więcej ale po 3 latach od uwolnienia się od bycia szpitalnym niewolnikiem nie wyobrażam sobie powrotu do takiego systemu pracy. No może za godziwe pieniądze, nie mniej niż… 300 zł/h. I wcale nie żartuję. W końcu weekendy i święta z rodziną są bezcenne

  48. Co do zatrudnienia w budżetówce ( w odróżnieniu od firm prywatnych; – w ochronie zdrowia gro tych prywatnych ma umowy – niestety- z płatnikiem publicznym (NFZ), więc jedno licho)….warto może teraz zrobić zestawienie:
    zarobek lekarza specjalisty – zarobek prokuratora…..w przeliczeniu na etat….w końcu ten ostatni też ma zatrudnienie w firmie państwowej;)
    może to trochę zobiektywizuje problem?:)

  49. przeczytałem Twój list(Okhan) z przyjemnością i uwagą. przeczytałem również wszystkie posty. masz dobry charakter , jesteś taktowny i stabilny psychicznie (co dzisiaj nie jest częste). mam nadzieję , że będziecie się z żoną wspierać przez całe życie.
    a co do postów i tematu to przyznaję ,że młodzi lekarze mają poniżające warunki pracy i płacy, natomiast najwięcej zainwestowałbym w Polsce w psychologię i psychiatrię. to co się stało przez ostatnie lata z naszym społeczeństwem to się wymyka
    wszelkim diagnozom , złośc zawiść, zarozumialstwo, brak jakichkolwiek autorytetów ,całkowity uwiąd uczuć wyższych, histeria.
    Operuję ponad 1000 osób rocznie, diagnozuję ok 1500,pracuję 28 lat , od kilku lat nie dla pieniędzy i mam już dośc. w przyszłym roku zaczynam operować zwierzęta, zaręczam dużo większa satysfakcja i niesamowita radośc pacjenta.Nie piszę tego z powodu frustracji, po prostu chcę popatrzeć jak nasi Kochani pacjenci zaczną padać jak muchy bez tych młodych? pazernych? i głupich? kolegów Lekarzy i jak strasznie będą się” męczyć” z nimi Niemcy, Anglicy i Szwajcarzy. Pozdrawiam

  50. Boski artykuł. Jednak większość czytających nie zrozumiała idei autora. No coż , wolny rynek usług czyli europejski to zweryfikuje. Tylko oby nie za szybko, i by nasi „politłucy” zdążyli na czas….ale czy to możliwe? .
    No ale Polacy zawsze chcieli mieszkać w USA- i tam ten nieludzki wariant pomocy medycznej im nie przeszkadza?.
    Pozdrawiam

  51. Artykuł dobry, ale przede wszystkim podziwiam twórcę, za kulturę osobistą i wytrzymałość. Nazbierał bluzgów, prawie jak lekarz czy pielęgniarka, a dalej jest pogodny i taktowny. Brawo, wyrazy szacunku.
    Jestem pielęgniarzem, po specjalizacji chirurgicznej, 15 lat w zawodzie, 9 w oddziale szpitalnym. 2100 na rękę jak miałem dużo nocek. Przez rok pracowałem na 1,5 etatu, ale wymiękłem, nie dawałem rady- małe dziecko w domu, wycowywane „na pół etatu” samotnie, a chciałem też być tatą, nie tylko pracownikiem. Po dobie w pracy to nie nadawałem się do niczego a najmniej do opieki nad 3 latkiem. I olałem te 3,5 tyśka, wróciłem do mojej dwójki. Nie wyobrażam sobie 300 godzin w pracy, choć wiele pielęgniarek tak właśnie funkcjonuje. Praca lekarza to poświęcenie swojej prywatności i czasu wolnego. To praca ciężka, odpowiedzialna. Mało który informatyk, hydraulik, nauczyciel ma procesy sądowe niejako wpisane w zawód. Bo to są ludzie i też się mylą, a ich pomyłki kosztują często zdrowie i życie innych ludzi. Choroby zawodowe, zakażenia różnymi świństwami jak HIV czy żółtaczka typu C. ( Jest jeden „stary” lekarz w naszym szpitalu. Zazdrościli mu wszyscy bo miał stanowisko i pieniądze. Już nie zazdroszczą, bo złapał WZW „C”, miał paskudny przebieg i właśnie umiera).
    Zgadzam się, że często sposób w jaki lekarz czy pielęgniarka traktuje pacjenta czy jego rodzinę pozostawia wiele do życzenia. Głownie dlatego, że są to ludzie przepracowani, zmęczeni, dlatego,że nie mają ani czasu ani ochoty bawić się w grzeczności. jakby za 160 godzin w miesiącu mogli normalnie funkcjonować i starczałoby jeszcze na jakąś odskocznię by zmyć z głowy brud, smród, patologię, wszy, krew, mocz, żółć, wymioty, ekskrementy, zgony i wyzwiska, to z pewnością jakość ich pracy i stosunku do ludzi w niej poprawiłaby się. Moim marzeniem było zostać lekarzem. Życie tak się potoczyło,że szanse na to były mizerne, ale pragnienie gdzieś tam pozostało, chodź i dłużej pracowałem w zawodzi i widziałem jaki to chleb, tym było mniejsze. Od pół roku jestem ze studentką medycyny i już nie chcę być lekarzem. Pomagam jej czasem w nauce i ogrom bezsensownej, bezużytecznej wiedzy, którą trzeba wykuć na blachę jest absurdalny. Wiem ile potem z tego przydaje się w prawdziwym życiu a jakim nakładem pracy, jakim stresem i katorgą te studia są zdobywane. I co się za to ma następną kupę lat po ich zakończeniu. Nie zazdroszczę lekarzom. Ciężka praca- czasem podobnie, czasem inaczej ciężka jak moja. Czasem za ciężką kasę- ale tylko czasem. Jak przypomnę sobie naszych rezydentów na chirurgii to mi ich szkoda. Jeden ma dziecko, to je zna z MMS-ów. Dzieci lekarzy wychowują się bez rodziców. Młodzi lekarze są w porządku, mają chęci, kulturę, takt. I wiedze, bo część tego czego się nauczyli jest dobrą podstawą do pracy. Ale są tacy przez pierwszy rok, potem się psują. Bo pracują ponad swoją wyporność. Jestem całym sobą za protestami lekarzy rezydentów, pielęgniarek, ratowników i wszystkich zawodów medycznych. Na manifestacjach mnie niestety nie będzie, bo w końcu się poddałem i od miesiąca pracuję w Irlandii w domu opieki. Za bardzo niezłe pieniądze. Mam czas by poświecić go pacjentom, by zrobić swoje, bez zachrzaniania jak wół na najwyższych obrotach. Jak pensja lekarza i pielęgniarki w Polsce zacznie odpowiadać ich pracy, to wrócą ludzie z emigracji. I będzie więcej rąk do pracy, nie trzeba będzie brać trzech etatów. I podejście się zmieni, człowiek bardziej wypoczęty to człowiek milszy. Ludzie, wylewacie swoje żale i pretensje na lekarzy i autora postu. Wasze warunki pracy są złe? Zacznijcie walczyć o ich poprawę, tak jak robią to pielęgniarki, tak jak rezydenci. Macie do tego prawo. To nie jest widzimisię tych ludzi, im nie chodzi o wystrajkowanie piątego mercedesa w zamian za nic nie robienie. Im chodzi po prostu o realne i uczciwe warunki pracy. Pozdrawiam.

  52. Dla tych co twierdzą, że Państwo nie ma pieniędzy na podwyżki – proszę spojrzeć na polityków. Coraz więcej mają w swoim korytku za taką samą pracę. A ich praca to głównie kłótnie na sali sejmowej.
    Czemu lekarz odpowiedzialny za ludzkie życie ma zarabiać mniej niż posłowie, którzy nawet nie są bezpośrednio zaangażowani w prace polityczne?
    Gdy leżałam na oddziale chirurgicznym, w okresie świątecznym, jedna pani Doktor brała wszystkie dyżury nocne, a na dziennych też ją widywałam. I nie uwierzę, że po tygodniu takiej pracy była tak samo ‚spostrzegawcza’ na sali operacyjnej.
    Lekarze są niemili? A czy ktokolwiek z Państwa byłby miły jakby do jego pracy przyszło 20osób i domagało się czegoś, bo to Wasz psi obowiązek, zwyzywało od nieudaczników, próbowało Was pouczać bo ‚w Internecie napisali…’. Lekarze piją kawkę podczas wizyt, bo nie mają kiedy iść na przerwę, a energię muszą mieć na tych wszystkich pacjentów czekających w kolejce.
    Skoro lekarze mają porzucić roszczeniową postawę to niech zrobią to również pacjenci. I niech nie wzywają karetki do bolącego gardła, niech nie okupują SORu bo oczy łzawią, niech dadzą lekarzom ratować tych, którzy tego potrzebują i nie marnują ich czasu.
    Przykre jest to jak ludzie okropnie traktują kogoś, dzięki komu mogą żyć zdrowiej …

  53. Droga służbo zdrowia. Czytając tekst i komentarze zastanawiam się nad sensem tego tekstu. Mamy się ulitować nad młodymi lekarzami, ktoś napisał komentarz że W USA aby się leczyć godnie muszą zaciągać kredyty…. a w Polsce tego nie ma???? Pomimo opłacanych składek zdrowotnych itp. gdzie Państwo ma mi zagwarantować darmową służbę zdrowia , JA pacjent szpitala publicznego X muszę zapłacić lekarzowi który przyjmuje mnie w szpitalu na oddziale, w godzinach swojej pracy, diagnozuje mnie na szpitalnym sprzęcie i żąda 300 zł za wizytę, nie otrzymując paragonu fiskalnego……. dodajmy, że jest to wizyta w ramach skierowania lekarskiego…..
    W jakim celu młodzi ludzie idą na kierunki lekarskie? W celu niesienia pomocy czy dorobku…..?

  54. Przepraszam ze napisze ale dopiero dzisiaj ktos mi podeslal link do Twojego tekstu- przeczytalem i troche dziwnie mi sie zrobilo bo:
    a) mlodym lekarzem- przed 30
    b) zarabiam naprawde około 30-35 tysiecy miesiecznie brutto co oczywiscie jest zwiazane z dodatkowym dyzurowaniem w roznych miejscach- średnio 7-8 w miesiacu- skoro Twoja zona tyle nie zarabia to pewnie pracuje w klinice w miescie uniwersyteckim- proste wyjscie- przeprowadzic sie a nie narzekac- ja pracuje na tzw prowincji gdzie- miasto okolo 100 tysiecy- koszty zycia jeszcze tansze i gdzie to ja dyktuje stawki
    c) wszystkie szkolenia i konferencje mam oplacone, nie zdarzylo sie zebym za cos musial zaplacic
    d) rzeczywiscie jakies obiady czy pizze to oczywiscie od czasu do czasu od firm farmaceutycznych ale ogolnie przeciez chyba mnie stac zeby sobie kupic herbate, dobra kawe czy bulki
    e) przez trzy lata pracy dorobilem sie- trzech nowych samochodow, w tym jeden za 200 tysiecy, mieszkania oraz apartamentu nad morzem o pow. 100 m2- co prawda jeszcze w kredycie albo leasingu ale spokojnie sie splaca; do tego wakacje, dobre ciuchy itd…

    Dlatego napisze- chociaz nie wiem czy ktos to jeszcze przeczyta pol roku po publikacji- ale niezmiernie mnie denerwuja protesty rezydentow- sam nim jestem- ktorzy narzekaja ze nie maja za co zyc- pracy jest tyle ze mozna sie utopic… Tylko ze skoro ktos jest lekarzem to nie powinien sie bac dyzurow i kontaktu z pacjentem a to jest glowna przyczyna tego ze nie chce sie dodatkowo pracowac. A zawód lekarza właśnie dlatego jest dobry ze gdy chce sie dorobic albo potrzeba gotowki- wystarczy ruszyc tylek, znalezc dobra prace i odsiedziec troche…

    Wiec pozdrawiam i troche inaczej wyglada rzeczywistość niz przedstawiasz

    1. …zatem policzmy:)
      35tyś brutto /miesiąc. Jeżeli jesteś rezydentem, to 30 tyś masz z dodatkowej pracy /w dużym zaokrągleniu w dół, dla ułatwienia rachunków/.
      30tyś podzielić na 8 dyżurów daje 3750pln/dyżur, przy założeniu że to dyżury 24h-czyli, jakieś 160pln/h. Stawka dwukrotnie niższa uchodzi za b. dobrą, nie słyszałem o stawkach powyżej 110pln/h. Oczywiści, jest to możliwe-ale raczej mało prawdopodobne, myślę że kłamiesz.
      Ciąg dalszy matematyki: samochód za 200tyś, z tymi dwoma kolejnymi to jakieś 300tyś. Mieszkanie-powiedzmy 400tyś, apartament 100mkw-500tyś. Jak mówiłeś, apartament w kredycie, czyli 700tyś pln plus kredyt na 500.
      Zakładając, że z tych 30- 35 tyś masz na rękę jakieś 15-20, a żyjesz za 5 /odliczając koszt wynajmu mieszkania i zakładając, że chodzisz w starych ciuchach, bez wakacji-co nie jest prawda, jak sam mówiłeś/-możesz odłożyć miesięcznie 10-15. I to tylko w te lepsze miesiące. Jak jedziesz na urlop, to nie zarabiasz. 700tyś pln podzielić na 10tyś pln to 70 miesięcy pracy-a gdzie jeszcze ten apartament nad morzem w kredycie. Wybacz, ale zakładając nawet, że masz najlepszy kontrakt w tym kraju, niestety o ile mi wiadomo, żadna rezydentura w Polsce nie trwa 70 miesięcy. Co za tym idzie-niestety, ale uważam że kłamiesz jak z nut…

  55. Komentarz Przemka niesie ze sobą podstawowy przekaz:
    Lekarz to zawód dla ludzi którzy chcą żyć na prowincji.
    Znam 2 małżeństwa lekarskie. Jedno z Warszawy, drugie z małej miejscowości w północnej Polsce. Pierwsze małżeństwo do 40r.ż. nie miało nic prócz 10-letniego passata i mieszkania w kredycie.
    Ci na prowincji – lekarką jest tylko ona; on jest nauczycielem (!): piękny dom, 2 SUVy (zmiana samochodu na NOWY co 2-3 lata), lusksusowe wakacje, narty. to wszystko po 30.

    Jest pełno ogłoszeń choćby o pracę w POZ za stawki 60-80 zł/h
    a przy robieniu specki klinicznej no to dyżury, a potem prywata i też na pewno kilkanaście tys netto się robi. Takie są stawki. No ale to jak kolega wyżej napisał – nie w Warszawie. Bo tu ciągnie za dużo ludzi (konkurencja!). W Warszawie zdecydowanie lepiej robić kariere w korpo.
    Podsumowując, lekarz w Polsce to zawód dla ludzi z prowincji. W Warszawie zresztą nie panuje jakiś mit lekarza. Raczej prawnika, informatyka czy jakiegoś finansisty. Lekarzami nikt się tu nie podnieca i ich zarobkami.
    Lekarz jest bogiem na prowincji. W Warszawie jest lekarzem.

    1. 60pln/h x 160h = 9600pln. Brutto. Czyli, netto jakieś 6000. No, d*** urywa…
      Nowy samochód co dwa lata da się dobrze wyjaśnić: przedsiębiorczością, nic na własność, po prostu kolejny leasingu.

      Jeszcze tylko uzupełniając moj komentarz do Przemka:
      8dyzurow x 24, plus 4 dyżury z rezydentury, plus rezydentura = 192 + 40 /wersja „obowiązkowa, mniej się nie da/ + 160. To daje 392h w pracy, 2,5 etatu. Można. Jasne. Tylko, bez szans na żonę, dziewczynę, w miarę normalne życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *